niedziela, 27 września 2015

Pustka i krok dalej.

Na kilka spraw dobrze znanych ze słyszenia ostatnio spojrzałem inaczej, posłuchałem komentarzy i niektóre drzwi się nieco uchyliły.
Pustka, nad którą się ciągle zastanawiam i którą zaakceptowałem, jest zaproszeniem do wzrostu. To tak jakbym usłyszał pytanie:Nic się nie dzieje? To już pora na następny krok. Wydaje się, że pustki wewnętrznej nie wypełnią mi inni ludzie, będąc na szlaku, w podróży, na ścieżce modlitwy staram się ogrzać przy ogniskach, które rozpalają ci, którym jest zimno. Siedzi we mnie ten obraz wystraszonego Piotra ogrzewającego się w krużgankach siedziby Arcykapłana. Strach i w konsekwencji zdrada. Może zbawienna dla niego, bo bez niej nie mógłby odebrać przebaczenia i łaski.
Dlaczego szukam Jezusa?
Bo zaspokaja moje potrzeby, daje chleb. Syn marnotrawny wrócił do ojca, nie dlatego, że zrozumiał swój błąd i jakoś specjalnie żałował tego co zrobi, wrócił bo był po prostu głodny.
Kiedy jestem nasycony to szukam z mniejszym zapałem, bez entuzjazmu, bez bezczelności, nie stać mnie żeby pójść po bandzie.
Jezus ciągle umyka, nie pozwala się zaszufladkować. Wyczekuję czasu, w którym bycie z Nim, nie będzie dla mnie pretekstem do załatwienia ważnych spraw, będzie przyjacielskim przebywaniem, które jest wartością i radością samą w sobie.

Bóg oczekuje wiary, która zaskoczy go bezczelnością.
Więc modlić się tak jakby to co wypowiadamy w modlitwie już się wydarzyło, już się stało, modlić się z taką wiarą, że im większa pustka, tym bardziej nie odpuszczam. Im większe (moim zdaniem) zobojętnienie ze strony Boga, tym większe moje zaangażowanie. Na moje odczucie wewnętrznej pustki modlitwa z jeszcze większą pewnością. I cierpliwość, i pokorne czekanie, właśnie z taką wiarą jaką mam.
Ciągłe natrętne pukanie do drzwi i czekanie na to, że w końcu otworzy. Upierdliwe, namolne, bezczelne, bez względu na porę. Taka strategia, bez finezji, pozbawiona absolutnie dobrego wychowania.

I jeszcze jedna myśl, zasłyszana, rzuca trochę światła...
Chrystus na krzyżu płaci swoją śmiercią okup, zbawia nas, to jasne, ale pytanie komu płaci?
Przecież nie swojemu Ojcu, nie naszemu Ojcu.
Płaci nam.
Płaci każdemu grzesznikowi, żeby przestał być niewolnikiem grzechu. Tak jak uzależnionemu narkomanowi płaci się za to, żeby poszedł na odwyk, motywuje się go do podjęcia leczenia, tak Chrystus swoją śmiercią płaci każdemu z nas za nasze ocalenie. Tylko czy chcemy przyjąć tę zachęcającą premię i czy ona nas zmotywuje do tego żeby przestać być niewolnikiem.