czwartek, 6 października 2011

Twarz na progu.

Nie mogę oswoić się z emocjami, które towarzyszą mi w momencie pożegnania Adasia na progu przedszkolnych drzwi.
Codziennie odprowadzam Pierwszego do przedszkola, idziemy do szatni, potem na drugie piętro do sali, do trzylatków, które wychodzą na spotkanie kiedy zobaczą kolegę, to chyba oznacza, że jest lubiany.
Wchodząc na górę, przeczuwając co się wydarzy, staram się rozśmieszyć synka, jakoś rozluźnić atmosferę, on milczy, a potem, w korytarzu, w sumie to na progu sali zaczyna się nasz codzienny rytuał, przytulanko, buziak, "machanko".
Niby każdy wie jaki będzie ciąg dalszy, Adam wie, że musi być w przedszkolu i nie protestuje, a ja wiem, że to dla niego jest dobre, poza tym idę przecież do pracy.
I kiedy tak stoi i macha swoją rączką, patrzy na mnie, ma ściśnięte usta i oczy, ale nie płacze, nie histeryzuje i nie krzyczy, a ja nie potrafię poradzić sobie z tym jego spojrzeniem.
Nie wiem na pewno co dzieje się wtedy w główce takiego malucha, ale jestem przekonany, że on już chwilę później radzi sobie zdecydowanie lepiej ode mnie.
Mam jego twarz przed oczami, kiedy schodzę na dół, wiem, że Pierwszy jeszcze macha na do widzenia, napina się wtedy między nami taka niewidzialna nić, którą zrywam, zamykając ciężkie przedszkolne wejściowe drzwi. Wracam.

Ja zapominam o twarzy (przynajmniej staram się), a Mark Knopfler wciąż jej szuka w numerze, który towarzyszy mi od lat, czyli od 1991 roku, mój zapis na przedpotopowej kasecie, chyba Basf, albo Raks, nie wiem bo się powycierało, albo TDK, puszczam w mocno sfatygowanej wersji, tylko w samochodzie, rarytas, bo kto dzisiaj słucha muzyki z kaset w aucie ?
Człowiek pierwotny :)

sobota, 24 września 2011

W przedszkolu.

Pierwsza piosenka Pierwszego po kilku pierwszych dniach w przedszkolu, zaśpiewana tak niby od niechcenia podczas popołudniowej samodzielnej zabawy w pokoju, uporządkowała moją wiedzę na temat miejsc szczęśliwych. Uwiarygadnia to najlepszy przyjaciel każdego przedszkolaka, w piosence przekazuje tę informację chyba szeptem, jak tajemnicę, którą wydaje mi się można spokojnie podzielić się z otoczeniem, a jak usłyszą ją rodzice ( ja przyznaję trochę podsłuchiwałem pod drzwiami) to są szczęśliwi i wzruszeni, bo pamiętają jak trudno jest na każdym początku . . .
ale, ale wracamy do piosenki, króciutka, treściwa, w rytmie marsza :

Do przedszkola przyszedł miś
i powiedział mi do uszka
że najlepiej jest w maluszkach

czwartek, 24 marca 2011

Pobudka.

Przeczytane, zasłyszane, odtwórcze ... ale ciągle śmieszy.

Ojciec pukający do drzwi pokoju swojego syna, woła:
- Jaime, obudź się!
Syn w odpowiedzi:
-Nie chcę wstawać, tato.
Poirytowany ojciec:- Wstawaj, musisz iść do szkoły!
Jaime na to:
- Nie chcę iść do szkoły.
- Dlaczego? - pyta ojciec.
- Są trzy powody ku temu - stwierdził Jaime. - Po pierwsze, bo tam jest potwornie nudno; po drugie, bo mi dzieciaki dokuczają, a wreszcie po trzecie, bo nienawidzę szkoły.
Na to ojciec:
- To ja ci podam trzy powody, dla których powinieneś pójść do szkoły. Po pierwsze, bo to twój obowiązek; po drugie, bo masz czterdzieści pięć lat, i po trzecie, ponieważ jesteś dyrektorem tej szkoły.

Adaś ma na razie 2,5 roku, wiem jednak jak ten czas leci.
Tymczasem - Szybko zbudź się, szybko wstawaj. Nowy hicior Pierwszego.

czwartek, 10 marca 2011

Szpital z ludzką twarzą.

Adaś wylądował w szpitalu.
W zasadzie takie info powoduje przygnębienie i narastający stres.
Jednak nie w tym przypadku, jedyna niewiadoma to moment, w którym stamtąd wyjdzie.
Brzmi nieco enigmatycznie, ale faktycznie pobyt w szpitalu, mam nadzieję, nie potrwa długo i o całym przypadku szybko zapomnimy.
Biegunka i wymioty, czyli to co rodzice nie lubią najbardziej.
Wezwany lekarz, w poniedziałek wieczorem, stwierdził grypę żołądkową, co ciekawe potrafił po zapachu kupki odróżnić tę przypadłość od rotawirusa ( podobno wtedy wyraźnie odczuwalny jest zapach amoniaku).
Wtorek, pojawiła się nie wiadomo skąd wysoka temperatura.
Środa, poprawa, hurra!!! Temperatura spadła, Pierwszy zaczyna jeść a wieczorem "gwiezdne wojny".
Mega sraczka, a wydawało się nam, że rozwolnienie z początku tygodnia jest nie do opanowania.
Czwartek rano decyzja, jedziemy do Korczaka, pełni obaw, ale nie ma na co czekać.
... i żadnych negatywnych emocji, począwszy od izby przyjęć, na oddziale kończąc.
No pewnie, że nie ma miejsca w salach szpitalnych, więc zaadoptowano świetlicę, Adaś ma przynajmniej dużo miejsca.
Oczywiście, że nie ma łóżek dla matek opiekujący się swoimi pociechami, wyśpią się na karimatach w śpiworach, na nuż powrócą biwakowe wspomnienia...
Jasna sprawa, że pomimo ewidentnego braku komfortu, trzeba będzie za pobyt zapłacić, ale to nic, jeżeli w takich warunkach, trudnych nie ma co, spotykamy ludzi, którzy są naprawdę życzliwi, uśmiechnięci i zainteresowani, chcą po prostu skutecznie pomóc.
Zatem dziękuję tej Pani, która przynosi posiłki, pielęgniarzowi, lekarce na izbie przyjęć, salowej, wszystkim lekarzom, bez wyjątku, wszystkim spotkanym dzisiaj w szpitalu dziecięcym im. J. Korczka we Wrocławiu.

środa, 2 marca 2011

Będzie tylko pozytywnie...

Dokładnie nie pamiętam, choć pewnie powinienem, ale własnie gdzieś w lutym, a może w marcu 2008 roku dowiedziałem się telefonicznie, że Madzia jest w ciąży i będziemy mieli trzecie dziecko. Leżałem wtedy w szpitalu, parę godzin po zabiegu usunięcia migdałków (czytaj : wyrwaniu, kiedyś o tym napiszę, ku przestrodze:)i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Byłem mocno zaskoczony, jednak poczułem ( w tych niezbyt sprzyjających okolicznościach) nieprawdopodobny zastrzyk energii, takiej siły, która pomogła w organizacji życia, jak się później okazało, które stało się jakościowo dużo lepsze niż było.
Adaś choć trzeci w kolejności, spowodował takie zmiany w naszej rodzinie, jakie obserwuje się przy narodzinach pierwszej pociechy. Nie jestem w stanie dzisiaj opisać ile mieliśmy obaw i rozterek w związku z nową sytuacją, ale wiem dobrze, że bez niego bylibyśmy niekompletni, może nawet ułomni życiowo. Zauważam także w jaki sposób działa na otoczenie, nie tylko na nas, na babcie, dziadka i wujków, ale na ludzi przypadkowo spotkanych na placu zabaw, czy w sklepie. Wnosi dużo światła i radości.

Dzięki niemu dostaliśmy takiego kopa, że wreszcie staliśmy się samodzielni, choć kusi mnie, żeby pomyśleć, że najpierw dojrzeliśmy, a potem, jakby w prezencie pojawił się Adaś, ale to nieprawda.

Otrzymaliśmy nagrodę, a potem wydarzenia zaczęły następować po sobie w lawinowym (jak dla nas) tempie.
Chcę podkreślić, że każde z dzieci, podnosiło nasz emocjonalny standard i zarówno Natka, jak Ala tworzą osobny rozdział, taką wyjątkową i niepowtarzalną historię, spontanicznie budują ponadto niezwykle barwną teraźniejszość, którą Pierwszy dopełnia jak może;)

W związku z tym, że ma być tylko pozytywnie, nie będę pisał o ciemnej stronie księżyca, choć zapewniam, że ona istnieje, ale jest zaledwie małą częścią większej całości.

Czytałem niedawno krótką opowieść o ziemniakach w ciemnej piwnicy, które zupełnie nieoczekiwanie zaczęły kiełkować w tym nieciekawym i ponurym miejscu bez dostępu światła. Okazało się, że przyczyną był miedziany, wypolerowany czajnik zawieszony na belce niedaleko piwnicznego okna, który odbijał pierwsze promyki wiosennego słońca w kierunku sterty ziemniaków.

Jestem przekonany, że nasze dzieciaki to takie wyjątkowe, lśniące czajniki, dzięki którym wzrastamy.

czwartek, 24 lutego 2011

Jak zostać królem.

Z przekory nie oglądam filmów, które reklamowane są jako stuprocentowi kandydaci do Oscara, ale w tym przypadku zapomniałem o moich fundamentalnych postanowieniach i wspólnie z Madzią zanurzyliśmy się w latach 30 XX wieku, w obrazie wymalowanym przez Toma Hoopera, reżysera, który lubi snuć opowieści na bazie autentycznych historii.
Całość toczy się w swoim rytmie, niby wolno, niby w ciszy, a faktycznie nieustanie trwa konflikt.
Podobają mi się te kontrasty, książe, który nie chce być królem i doświadczony logopeda-samouk, który chce być aktorem, ale nie może zdobyć angażu.
Ten pierwszy zostaje nim w koncertowy sposób, ten drugi odgrywa rolę swojego życia w niemniej spektakularnych okolicznościach.
Oboje, jakby przy okazji, dostają przyjaźń, choć ten owoc od początku ma cierpki smak.
Colin Firth, moim zdaniem bardzo naturalnie i przekonująco przechodzi przemianę. Nawet nie chodzi o to, że przestaje się jąkać, dzięki niekonwencjonalnym metodom swojego nauczyciela(Geoffrey Rush), ale wewnętrznie akceptuje swoje powołanie, pomimo obiektywnych przeszkód. To jest chyba najważniejsze, to robi różnicę.
Książę staje się królem wtedy, gdy z pokorą i autentycznym przekonaniem przyjmuje życie takim jakie ono jest. Ale przecież to dotyczy nie tylko monarchów... Zyskuje szacunek osób, które wcześniej traktowały go z przymrużeniem oka, wołając Bertie, od teraz zaczynają mówić Wasza Wysokość.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Adaś mówi.

Adaś coraz więcej mówi.

Rano najczęściej budzi się z okrzykiem "Mam tupe" Co oznacza, że pielucha jest pełna. Czasami zawartością jest tzw. "śmierdziuszka". Prawdę mówiąc nie wiem jak odróżnia tupę od śmierdziuszki, ale skoro widzi( a może czuje)różnicę to pewnie coś w tym musi być. Odrębną kategorią tupy jest tzw. wagonik, ta ekskluzywna postać pojawia się tylko w nocniku i to niezwykle rzadko, bowiem Adaś nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż 30 sek. Tyle akurat starczy, żeby zrobić tylko siusiu. Dlatego tak wyjątkowym zjawiskiem jest "wagonik" - ma wartość rzekłbym, kolekcjonerską...

Chociaż Pierwszy ma 28 miesięcy doskonale wie co "siopaki", powinni mieć, a czego nie. Otóż nie powinni mieć "fyzul", tylko "siente wosy", najczęściej dowiaduję się o tym, kiedy próbuję go uczesać.

Niezłą zabawę mieliśmy kiedy okazało się, że gdzieś zaginął " Panamej", poszukiwania trwałyby zapewne do dobranocki, a może i dłużej bo przecież nie wiedzieliśmy kogo lub czego szukać, gdyby nie Madzia, która oświeciła nas mówiąc - Szukamy SpyderMana :)

Kiedy Adaś mówi o różnych rzeczach najczęściej jest ich właścicielem, moje auto, mój dom, mój "tewelizol".

Dobrze wie, że my jesteśmy dla niego, a on dla nas.

wtorek, 15 lutego 2011

Dłonie

Braterska miłość i związane z tym wyrzeczenie i zaakceptowanie swojej roli w braterskiej relacji owocuje niekiedy w sposób zupełnie nieoczekiwany.
Chwila, w której dwaj utalentowani bracia Albert i Albrecht rzucali monetą, był momentem decydującym o ich dalszym życiu. Pochodzili z biednej osiemnastoosobowej niemieckiej rodziny, w której nie było możliwości finansowania nauki w szkole wyższej praktycznie dla żadnego z dzieci. Jedynym rozwiązaniem była decyzja, że kiedy jeden z braci pójdzie na czteroletnie studia do Akademii Sztuk Pięknych, drugi będzie pracował w kopalni i z zarobionych pieniędzy opłacał naukę brata. Po czterech latach zamienią się rolami. Albrecht wylosował uczelnię, Albert został górnikiem. Czas nauki szybko minął i na rodzinnym spotkaniu, podczas toastu świeżo upieczony dyplomowany artysta zwrócił się do swojego brata - To teraz Twoja kolej, Twój czas!
Mój czas nie nadejdzie - usłyszał w odpowiedzi - Spójrz na moje ręce, jak wyglądają po czterech latach pracy w kopalni, nie ma choćby jednego palca, który nie byłby złamany, a reumatyzm tak mi doskwiera, że trudno nawet utrzymać kieliszek pijąc Twoje zdrowie, nie mówiąc już o precyzyjnym rysowaniu i malowaniu. Nie, to już nie dla mnie.
Albrecht Durer w 1508 roku sportretował te złożone, spracowane dłonie, oddając tym samym hołd poświęceniu swojego brata. Obraz ten stał się znany kilka wieków później, swój renesans przeżywał dopiero w latach 50 -tych XX wieku.

Ile szans ucieka nam codziennie, ile okazji nie wykorzystujemy, a może nasz talent polega na umożliwieniu zrealizowania marzeń najbliższym z radością, bez uwag.

czwartek, 10 lutego 2011

Teraz

Teraz, lubię teraz.
Za to, że po prostu jest.
Może to objaw późnego dojrzewania, żeby nie powiedzieć opóźnionego. Kiedy byłem młodszy chciałem być dorosły, potem kiedy musiałem szybko dorosnąć wcale nie byłem zachwycony. Wspominałem przeszłość z zazdrością i twierdziłem ,że już nigdy nie będzie tak jak było kiedyś.
Jak pamiętam to zawsze byłem rozdarty między przeszłością, a przyszłością. Nawet nie zastanawiałem się nad wartością obecności tu i teraz. Ok. pewnie były takie momenty, w których krzyczałem - chwilo trwaj !!! Tak pamiętam kilka...
Zmieniło się. Akceptuję to z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Z wiarą przyjmuję słowa Jezusa zawarte w Ewangelii św. Mateusza :
- Nie martwcie się zatem o jutro, bo jutro samo zatroszczy się o siebie. Starczy dniowi jego własnej biedy.

Lubię patrzeć jak nasze dzieci śpią.
Natka nie daje mi tej szansy, bo oczywiście ma jeszcze coś bardzo ważnego do zrobienia:)a północ tuż, tuż. Zaśpiewałbym jej kołysankę, ale może niech zrobi to Dżem, chłopaki są w lepszej formie.

środa, 2 lutego 2011

Towary pierwszej potrzeby

Słówko o wytrwałości, czyli o deficytowym towarze.
Przeczytałem kilka dni temu wywiad z psychologiem społecznym, który bardzo trafnie i obrazowo przedstawił proces kształtowania się ludzkich cech charakteru. Przytacza scenę z placu zabaw, na który przychodzą rodzice ze swoimi pociechami, była tam także pewna Amerykanka ze swoim synkiem, który właśnie wdrapał się na jeden z przyrządów i nie mógł zejść, rozpłakał się z tego powodu strasznie. Mama najspokojniej w świecie powiedziała mu, że jeżeli potrafił tam wejść to i będzie umiał stamtąd zejść i na pewno nie jest to powód do płaczu.
Tak sobie myślę co ja zrobiłbym, gdyby Adaś zawędrował zbyt wysoko.
Pierwsza reakcja to postawa ojca-ratownika, niestety...
Jeżeli tak rozpoczynam kształtowanie charakteru Pierwszego, to nie powinienem być zaskoczony, kiedy później będzie miał problemy z pokonywaniem najprostszych przeszkód. To oczywiście duże uproszczenie i gigantyczny przeskok z piaskownicy do codziennych trudności, ale nie ma skutku bez przyczyny.

A jak o samodzielności i wytrwałości mowa, to już całkiem niedaleko do motywacji, całe tomy napisano już na jej temat, a mi właśnie przypomniała się niezła historyjka, która przekonuje, że ograniczenia tworzymy sobie sami.
Doświadczony pracownik fabryki pracował na drugą zmianę. Rozpoczynał pracę o 16.00 a kończył o północy. Zawsze po pracy wracał do domu. Którejś nocy postanowił, że skróci sobie drogę i pójdzie na skróty przez cmentarz. Piękna noc, gwiazdy, rogalik księżyca... Pomimo początkowych obaw, przekonał się do nowej drogi powrotnej, zwłaszcza, że mógł szybciej położyć się spać. Pewnego razu przyzwyczajenie uśpiło jego czujność, nie zauważył, że na alejce pomiędzy pomnikami, ktoś wykopał dół. Nocny wędrowiec niestety wylądował na jego dnie. Trochę się poobijał, chciał wdrapać się po pionowych ścianach wykopu i wyjść, ale po chwili realnie ocenił sytuację i stwierdził, że to niemożliwe, postanowił przeczekać do rana.
Okazało się, że skrót przez cmentarz był uczęszczany nie tylko przez pracownika fabryki, wracał tamtędy również pijany jegomość z pobliskiej knajpy, który z impetem, prawie bezwładnie uderzył o dno wykopu. Otrzepał się jednak i zaczął wściekle piąć się do góry, bardzo chaotycznie, bez efektu. Wtedy ktoś dotknął jego ramienia i powiedział - Przyjacielu nie można się stąd wydostać, już próbowałem. Pijak wytrzeźwiał i w jednej chwili znalazł się na górze. Oto jakie rzeczy może zdziałać prawdziwa motywacja :)

niedziela, 30 stycznia 2011

Incepcja

Porwałem się razem z Madzią na "Incepcję" Nolana na DVD, kapitalne widowisko, świetna muzyka, oryginalny pomysł, obsada i tak dalej - to wszystko przeczytałem wcześniej w recenzjach, plusów tyle, że nie wypada przegapić, o minusach niewiele. Film wymaga od widza zaangażowania, aktywnego oglądania, konstrukcja szkatułkowa, historia w historii, nie toleruje kinowego lenistwa, a jeśli już się zdarzy, to cóż, można sobie przewinąć.

Kiedy już opadły emocje po projekcji, to co mi pozostało to pytanie o nasze miejsce, o nasze tu i teraz, pewnie dlatego, że teraźniejszość jest dla mnie najważniejsza w ogóle. Okazuje się, że tak naprawdę tęsknimy za zwykłym, tzw. normalnym życiem, w którym odgrywamy nasze role bez pretensji, ale z wiarą w drugiego człowieka. Reżyser opowiedział historię ludzi realizujących swoje marzenia, ale raczej nieszczęśliwych, co ciekawe, nawet sukces, w rozmaitych dziedzinach, nie przynosił spokoju, nie cieszył. Wykreowanie, dzięki własnym umiejętnością, najlepszego ze światów i życie w nim z ukochaną osobą, ba, wspólne starzenie się, okazywało się niewystarczające. Ciągle czegoś brakowało.
Już lepiej pozostać dzieckiem. Często wydaje mi się, że tak wiele im potrzeba, tyle powinniśmy dla nich zrobić, porządnie wyedukować, zabezpieczyć finansowo, dbać o zdrowie, chronić przed złem...
Faktycznie wystarczy zaszczepić w ich umyśle odpowiedź na pytanie - Jesteś?
Tak, jestem.

wtorek, 25 stycznia 2011

Tylko jedna.

Echo naszego niedzielnego pobytu w Bobolandii usłyszeliśmy dzisiaj w telefonie. Precyzując, to usłyszała Madzia.
Zachwycając się pobytem na krytym placy zabaw, zapomniałem opisać mało istotny, wtedy, szczegół. Otóż dosłownie kilka chwil po wejściu na salę, zaczepiła nas niezwykle miła, młoda osoba, która zaproponowała udział w castingu twarzy. Zależało jej na zrobieniu zdjęcia Adasiowi. Na przygotowanej wczesniej, odpowiednio oświetlonej przestrzeni pan fotorgaf strzelił fotkę, wymieniliśmy się telefonami. Poproszono, żeby zatelefonować w poniedziałek i dowiedzieć się, czy Pierwszy jest fotogeniczny( litości, pomyślałem, a które dziecko nie jest?). W poniedziałek dalismy spokój, bez kontaktu, we wtorek zadzwonili już sami. Mamy umówić się z organizatorem castingu na spotkanie w celu nawiązania współpracy.
Oczywiście różne myśli w związku z opisaną sytuacją przyszły mi do głowy, refleksje zupełnie skrajne.
Euforyczne - to początek medialnej kariery naszego synka.
Ulubione czarnowidztwo - a może to jacyś kidnaperzy?
Jest jednak coś, co chciałbym pozostawić i utrwalić, bez względu na to jak zakończy się ta historia.
Jedna twarz, wierzę, że na więcej nie może sobie pozwolić.

niedziela, 23 stycznia 2011

Bobolandia

Zimowe styczniowe niedzielne popołudnia wcale nie muszą być nudne.
Zima, ale śniegu brak, więc wyjście na sanki z dzieciakami odpada.
Styczeń,wieje i pada marznący deszcz, zatem ze spaceru nici.
Niedziela, niby wolne, zapowiada się pasjonujący blok telewizji familijnej.
Popołudnie, sjesta po obiedzie okraszona nieustającą kłótnią siostrzyczek.
Nie ma mowy,nie odpoczniemy.
Na szczeście jest Bobolandia!
Całkiem niedaleko od nas, prawie po sąsiedzku. Olbrzymi plac zabaw po dachem. Dmuchane zamki, zjeżdzalnie, labirynty, hulajnogi, balony, jednym słowem - dobra zabawa, ok to dwa słowa.
Adaś pierwszy raz spotkał się z taką ilością atrakcji, ludzi( bo naprawdę było ich dużo) i otrzymał całkiem sporo pozytywnej energii. Choć obiektywnie muszę przyznać, że początkowo cały obiekt nieco przytłacza, zwłaszcza, że mieści się w zaadaptowanych halach fabrycznych, do sufitu z 10 metrów. Co ciekawe Pierwszy nie wydawał się zagubiony, raczej ciekawy i ostrożny, nie okazywał strachu, taki mały odkrywca. Pójdziemy tą drogą :)

piątek, 7 stycznia 2011

Nie bój się !

Z listy przebojów Adasia, z pierwszego notowania, zdecydowanie miejsce pierwsze, uspokaja nie tylko Pierwszego...

wtorek, 4 stycznia 2011

Dezyderata

Okres świąteczny i końcówka roku związana jest zwykle z postanowieniami, prezentami i życzeniami. Te ostatnie często( choć nie zawsze) przekazujemy niejako automatycznie, choć przecież szczerze, jak się domyślam.
Zdarzają się jednak w tym nadmiarze wyświechtanych formułek i takie, które są uniwersalne i wyjątkowe. Zupełnie niepotrzebnie zwiększa się ich efekt osłaniając mgłą tajemnicy, najlepiej, żeby przypisane były nieznanemu autorowi i przypadkowo odkryte w niezwykłym miejscu.
Taką właśnie legendą obrosła Dezyderata.
Prezentowano ją jako utwór napisany w 1692 roku, odnaleziony w kościele w Baltimore, twórca, ajakże, anonimowy i tak dobry PR skutecznie reklamował powszechnie dziś znany tekst.
Faktycznie były to życzenia świąteczne, które w 1933 Max Ehrmann dedykował swoim przyjaciołom, w 1950 roku trafiły do gazetki parafialnej i wydane zostały przez pastora anglikańskiego Starego Kościoła pod wezwaniem Św. Pawła w Baltimore (Old St. Paul Church). Dopiero tą drogą Dezyderata dostała się do kultury masowej.
I dalej korzystając z uprzejmości portalu wikipedia.org - pogłoska na temat anonimowego autora i błędna data powstania utworu – 1692 – pochodzą stąd, że pierwsza strona owej gazetki, na której znajdował się tekst "dezyderaty", miała stopkę z informacją: "Stary kościół św. Pawła" i datą 1692 (w rzeczywistości to data powstania parafii i budowy pierwszego już nieistniejącego kościoła). Wskutek częstego kopiowania jedynie tej strony, informacja zaczęła być błędnie odczytywana."
Pomimo upływu lat tekst jest bardzo aktualny, inspiruje artystów, odgrywa ważną rolę w terapiach min. AA, bywa przyczynkiem do tworzenia serwisów kulturalnych.
Ale ja wolę odczytać to jako życzenia poprostu, życzenia na całe życie, od mnie dla moich dzieciaków...

Max mówi i ja to lubię.

Krocz spokojnie wśród zgiełku i pośpiechu - pamiętaj jaki pokój może być w ciszy. Tak dalece jak to możliwe nie wyrzekając się siebie, bądź w dobrych stosunkach z innymi ludźmi. Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci, oni też mają swoją opowieść. Jeśli porównujesz się z innymi możesz stać się próżny lub zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi i gorsi od ciebie.

Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami jak i planami. Wykonuj z sercem swą pracę, jakakolwiek by była skromna. Jest ona trwałą wartością w zmiennych kolejach losu. Zachowaj ostrożność w swych przedsięwzięciach - świat bowiem pełen jest oszustwa. Lecz niech ci to nie przesłania prawdziwej cnoty, wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, a zwłaszcza nie zwalczaj uczuć: nie bądź cyniczny wobec miłości, albowiem w obliczu wszelkiej oschłości i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa. Przyjmuj pogodnie to co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości. Rozwijaj siłę ducha by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Jesteś dzieckiem wszechświata, nie mniej niż gwiazdy i drzewa, masz prawo być tutaj i czy jest to dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki jaki być powinien.

Tak więc bądź w pokoju z Bogiem, cokolwiek myślisz i czymkolwiek się zajmujesz i jakiekolwiek są twe pragnienia: w zgiełku ulicznym, zamęcie życia, zachowaj pokój ze swą duszą. Z całym swym zakłamaniem, znojem i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze ten świat jest piękny. Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.