Kiedy przypomniałem sobie historię Dereka Redmonda i jego wyjątkowy bieg w półfinale IO w Barcelonie w 1992 roku zrozumiałem jak wiele nam umyka, rozmywa się gdzieś poza nami. Na szczęście są fundamenty, takie konstrukcje dużo wytrzymalsze niż mięśnie uda najlepszego choćby lekkoatlety. Myślę, że jednym z taki elementów jest obecność, bycie po prostu. Ojciec Dereka był tam gdzie powinien. W odpowiednim czasie i miejscu, dał dobry przykład.
O wszystkim, co w tym momencie jest dla mnie ważne i co chciałbym powiedzieć swoim dzieciom, a czego nie mówię, dlatego że ...
wtorek, 26 października 2010
piątek, 22 października 2010
Optymizm
To określenie pojawia się dzisiaj coraz rzadziej, ale kiedy już, to ma zabarwienie raczej frywolne, rzekłbym.
Któż to jest tzw. życiowy optymista? Jakaś hybryda marzyciela, ignoranta i lekkoducha.
Wierzę jednak, że jest to człowiek szczęśliwy, czasem tak myślę o sobie, a jeżeli Adaś ( już po katarze i po bilansie dwulatka) będzie kombinował w drugą stronę opowiem mu historię o polowaniu na wilki.
W pewnym amerykańskim piśmie opublikowano ogłoszenie organizacji zajmującej się ochroną przyrody, że oferuje 5 tysięcy dolarów za każdego schwytanego wilka w celu przeniesienia go do nowo powstałego rezerwatu. Dwaj bracia Sam i Jed podjęli wyzwanie, mieszkali bowiem na terenach, gdzie aż roiło się od wilczych watah. Doszli do wniosku, że jest realna szansa, żeby w krótkim czasie bardzo dobrze zarobić. Niesieni entuzjazmem i chęcią zdobycia niemałych, przecież, pieniędzy ruszyli na polowanie. Pierwsze dni zamiast wilków przyniosły im odciski na nogach i rozczarowanie. Kolejna noc przy ognisku zapowiadała się podobnie, gdyby nie dziwne hałasy wydobywające się z pobliskich krzaków. Odgłosy były na tyle głośne, że jednego z braci obudziły ze snu. To co zobaczył, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Otóż zaledwie kilka metrów od dogasającego ogniska pojawiło się mnóstwo warczących i gotowych do ataku wilków. Sam szturchną tylko Jeda kijem i szepnął podekscytowany: "Jed, obudź się! Jesteśmy bogaci!"
Któż to jest tzw. życiowy optymista? Jakaś hybryda marzyciela, ignoranta i lekkoducha.
Wierzę jednak, że jest to człowiek szczęśliwy, czasem tak myślę o sobie, a jeżeli Adaś ( już po katarze i po bilansie dwulatka) będzie kombinował w drugą stronę opowiem mu historię o polowaniu na wilki.
W pewnym amerykańskim piśmie opublikowano ogłoszenie organizacji zajmującej się ochroną przyrody, że oferuje 5 tysięcy dolarów za każdego schwytanego wilka w celu przeniesienia go do nowo powstałego rezerwatu. Dwaj bracia Sam i Jed podjęli wyzwanie, mieszkali bowiem na terenach, gdzie aż roiło się od wilczych watah. Doszli do wniosku, że jest realna szansa, żeby w krótkim czasie bardzo dobrze zarobić. Niesieni entuzjazmem i chęcią zdobycia niemałych, przecież, pieniędzy ruszyli na polowanie. Pierwsze dni zamiast wilków przyniosły im odciski na nogach i rozczarowanie. Kolejna noc przy ognisku zapowiadała się podobnie, gdyby nie dziwne hałasy wydobywające się z pobliskich krzaków. Odgłosy były na tyle głośne, że jednego z braci obudziły ze snu. To co zobaczył, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Otóż zaledwie kilka metrów od dogasającego ogniska pojawiło się mnóstwo warczących i gotowych do ataku wilków. Sam szturchną tylko Jeda kijem i szepnął podekscytowany: "Jed, obudź się! Jesteśmy bogaci!"
poniedziałek, 18 października 2010
Sztywny Pal Azji - Nie zmienię świata.chicago 2010
Ważne sprawy w prostych słowach.
Wiara, nadzieja i miłość.
sobota, 16 października 2010
Bardzo dobrze, bardzo dobrze.
Paradoksalnie wcale bardzo dobrze nie jest. Adaś jest mocno przeziębiony. Patrze jak walczy z katarem. Z trudem oddycha przez buzię, a w nocy to już w ogóle jest problem. Naturalnie taki maluszek oddycha przez nos, pomimo różnych środków zaradczych musi walczyć i my jako rodzina też musimy się z tym zmierzyć. Niby odpowiedzialni, ale już oczami wyobraźni widzimy jak jesienne przeziębienie zamienia się w anginę z wysoką temperaturą, zapalenie ucha i kto wie co jeszcze. Wiem, wiem katar ma to do siebie, że przechodzi. Myślę raczej, że zamiast martwić się przeziębieniem powinienem je zaakceptować. Przyjąć to. Zacząć od małej rzeczy, wierząc, że w obliczu rzeczy dużej postaram się zachować odpowiedzialnie, w moim rozumieniu, bez buntu, ze świadomością, że zrobiłem co mogłem.
Czytałem ostatnio historyjkę o pewnym medytującym mędrcu. W opinii całej wioski, w której mieszkał był mężem prawym, bogobojnym, autorytetem moralnym. Pewnego razu okazało się, że jedna z młodych dziewczyn, mieszkanek owej wsi, zaszła w ciążę. Kłopotliwa sytuacja dla niepełnoletniej wieśniaczki i dla jej rodziny. Jako ojca nienarodzonego jeszcze dziecka wskazała właśnie uduchowionego, bez skazy człowieka. W jednej chwili mit świętości pękł jak bańka mydlana. Specjalnie wydelegowana grupa starszyzny wioskowej przepędziła dwulicowca z ostrzeżeniem, że jak wróci to źle się to dla niego skończy. Bardzo dobrze, bardzo dobrze - odpowiedział niemal zlinczowany mędrzec. Zamieszkał w lesie, w szałasie, na marginesie. Po narodzeniu dziecka nieodpowiedzialna dziewczyna nie wytrzymała obciążenia popełnionym kłamstwem i wyznała prawdę, że ojcem dziecka jest jej rówieśnik z sąsiedniej wsi. Tym razem w kłopocie była rada wioski, która przegnała na cztery wiatry niewinnego człowieka. Z ciężkim sercem, skruchą i przeprosinami odnaleźli starca w leśnej głuszy. Medytujący mędrzec odpowiedział absolutnie pogodzony z sytuacją - Bardzo dobrze, bardzo dobrze. Takiej właśnie akceptacji na wszystko co dzieje się wokół, z pogodą ducha życzę nam, a także sobie w zmaganiach z katarem Pierwszego.
Czytałem ostatnio historyjkę o pewnym medytującym mędrcu. W opinii całej wioski, w której mieszkał był mężem prawym, bogobojnym, autorytetem moralnym. Pewnego razu okazało się, że jedna z młodych dziewczyn, mieszkanek owej wsi, zaszła w ciążę. Kłopotliwa sytuacja dla niepełnoletniej wieśniaczki i dla jej rodziny. Jako ojca nienarodzonego jeszcze dziecka wskazała właśnie uduchowionego, bez skazy człowieka. W jednej chwili mit świętości pękł jak bańka mydlana. Specjalnie wydelegowana grupa starszyzny wioskowej przepędziła dwulicowca z ostrzeżeniem, że jak wróci to źle się to dla niego skończy. Bardzo dobrze, bardzo dobrze - odpowiedział niemal zlinczowany mędrzec. Zamieszkał w lesie, w szałasie, na marginesie. Po narodzeniu dziecka nieodpowiedzialna dziewczyna nie wytrzymała obciążenia popełnionym kłamstwem i wyznała prawdę, że ojcem dziecka jest jej rówieśnik z sąsiedniej wsi. Tym razem w kłopocie była rada wioski, która przegnała na cztery wiatry niewinnego człowieka. Z ciężkim sercem, skruchą i przeprosinami odnaleźli starca w leśnej głuszy. Medytujący mędrzec odpowiedział absolutnie pogodzony z sytuacją - Bardzo dobrze, bardzo dobrze. Takiej właśnie akceptacji na wszystko co dzieje się wokół, z pogodą ducha życzę nam, a także sobie w zmaganiach z katarem Pierwszego.
poniedziałek, 11 października 2010
Chwilo trwaj !
Spędziłem z nim prawie cały dzień. Bawiliśmy się garażem z samochodzikami i narzędziami, które dostał jako prezenty urodzinowe. Potem poszliśmy na spacer. Wcześniej oczywiście nasze rytuały. Poza tym dzisiaj, z czego jestem szczególnie dumny, Adaś zrobił kupkę do nocnika. Okrągła kupa, powiedział. Nieźle, co?
Wracając na chwilkę do urodzin, chciałbym dodać, że to niezwykle energetyczne przedsięwzięcie wyzwoliło we mnie duże emocje, niby nic nadzwyczajnego, ale dawno nie działałem według wcześniej przyjętego planu, na wysokich obrotach z przyzwoitą skutecznością. Było inaczej niż zwykle, było lepiej niż dobrze.
Wracając na chwilkę do urodzin, chciałbym dodać, że to niezwykle energetyczne przedsięwzięcie wyzwoliło we mnie duże emocje, niby nic nadzwyczajnego, ale dawno nie działałem według wcześniej przyjętego planu, na wysokich obrotach z przyzwoitą skutecznością. Było inaczej niż zwykle, było lepiej niż dobrze.
czwartek, 7 października 2010
To już jutro
Witajcie!
To już jutro. Jutro mój syn Adam kończy 2 lata.
Kiedy nieznajoma pani w sklepie zobaczyła, że ojciec z synem przyszli na zakupy i niezbyt dobrze sobie radzą, zagadnęła. Po chwili rozmowy zapytała pewnie bardziej grzecznościowo niż z ciekawości, jak maluch ma na imię. Odpowiedziałem, że Adam. Rozumiem, Adam, to znaczy, że pierwszy. Nawiasem mówiąc, decydując się na to imię nie myśleliśmy w taki sposób. Jednak logika starszej pani zdecydowanie mi odpowiada. Chciałbym pisać tu o nim, ale co na to moje dwie starsze córki, byłyby z pewnością niepocieszone. Zatem spróbuję odnaleźć wspólny mianownik i rozwiązywać to fascynujące równanie z trzema niewiadomymi. Nieocenione będą Wasze doświadczenia i chętnie włączę się do dyskusji jak radzić sobie z wesołą gromadką. Inny punkt widzenia ma duże znaczenie, pozwala odkryć sprawy oczywiste, przyglądać się im w innym świetle tak, by dotrzeć do ich sedna.
To już jutro. Jutro mój syn Adam kończy 2 lata.
Kiedy nieznajoma pani w sklepie zobaczyła, że ojciec z synem przyszli na zakupy i niezbyt dobrze sobie radzą, zagadnęła. Po chwili rozmowy zapytała pewnie bardziej grzecznościowo niż z ciekawości, jak maluch ma na imię. Odpowiedziałem, że Adam. Rozumiem, Adam, to znaczy, że pierwszy. Nawiasem mówiąc, decydując się na to imię nie myśleliśmy w taki sposób. Jednak logika starszej pani zdecydowanie mi odpowiada. Chciałbym pisać tu o nim, ale co na to moje dwie starsze córki, byłyby z pewnością niepocieszone. Zatem spróbuję odnaleźć wspólny mianownik i rozwiązywać to fascynujące równanie z trzema niewiadomymi. Nieocenione będą Wasze doświadczenia i chętnie włączę się do dyskusji jak radzić sobie z wesołą gromadką. Inny punkt widzenia ma duże znaczenie, pozwala odkryć sprawy oczywiste, przyglądać się im w innym świetle tak, by dotrzeć do ich sedna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)