Moja trzynastoletnia córka dojrzewa, to stwierdzenie sprawia, że wydaje mi się, że wiem co się będzie działo i faktycznie książkowe problemy pojawiają się co chwilę, drobiazgi urastają do rangi najwyższej wagi, huśtawka nastrojów plus nieustający konflikt o wszystko z młodszą siostrą. Zastanawiam się wtedy, to znaczy ostatnio przez cały czas - czy ja lubię dzieci? być może lubię tylko określony ich typ. Jako rodzic tworzę sobie obraz dziecka takiego jakie chciałbym żeby było, dlatego pewnie mam trudności z akceptacją niektórych zachowań mojej dojrzewającej Natalki. Dociera do mnie, że kończy się moja władza oparta na systemie nagród i kar, to już nie działa. Idąc tym tropem dochodzę do wniosku, że agresja i bunt nie są skierowane przeciwko rodzicom, tylko przeciwko ograniczonym, kulawym i nieefektywnym metodom wychowawczym i stąd wrażenie, że władza rodzicielska w wieku dojrzewania dzieci wyczerpuje się nieuchronnie, tak jak wdzięczność, która "starzeje się" jeszcze szybciej. Trzeba się szybko zacząć dokształcać, albo co chyba łatwiejsze sięgnąć pamięcią wstecz i przyponieć sobie problemy swojego dorastania, to był żart oczywiście, przecież my nie sprawialiśmy żadnych, no prawie żadnych problemów:)
Jestem przekonany, że okres buntu będzie trwał krótko i rodzicielskie rady z czasem zostaną docenione, czego najlepszym przykładem jest odpowiedź Marka Twaina na stwierdzenie pewnego młodzieńca:
- Mój ojciec nie pozwala rozwinąć mi skrzydeł. On jest taki ograniczony.
- Trochę cierpliwości, mój drogi - odparł Twain - Kiedy miałem czternaście lat, mój ojciec także wydawał mi się głupi. a kiedy skończyłem dwadzieścia lat, byłem zdziwiony, że ten staruszek przez te sześć lat tak zmądrzał.
O wszystkim, co w tym momencie jest dla mnie ważne i co chciałbym powiedzieć swoim dzieciom, a czego nie mówię, dlatego że ...
niedziela, 28 listopada 2010
wtorek, 23 listopada 2010
Listopad mój ulubiony.
Ciekawy jestem ile razy w tym miesiącu słyszałem - Listopad to jest mój ulubiony miesiąc, nareszcie mogę cieszyć się z jesiennego listopada. Do dzisiaj ani razu, same narzekania, że pogoda do niczego, że pada, poza tym dzień krótszy i długie spacery odpadają i co tam jeszcze, lista pretensji z pewnością bedzie długa. Dodam do niej, że plac zabaw w Parku Szczytnickim, ten z dużą zjeżdzalnią, w znacznej części został rozmontowany i zasypany liśćmi, smutny widok, refleksyjny rzekłbym, zwłaszcza jak przypomnę sobie letnie zabawy z Pierwszym w upale, a na rdzewiejącej dzisiaj zjeżdzani nie można było zjechać, taka była gorąca. Z tych sielankowych wspomnień obudziła mnie odpowiedz pani sprzatającej w naszej klatce, która na stwierdzenie - Ale mamy pogodę, co? , całkiem przytomnie, bez pretensji powiedziała - Tak, chociaż listopad wcale nie był zły, dużo zaoszczędziłam na węglu.
Proste sprawy, o których zdarza mi się tu napisać, są chyba najważniejsze. Przeszłość pozostaje mglistym wspomnieniem, na przyszłość nie mamy żadnego wpływu, pozostaje cieszyć się chwilą obecną, którą szczerze mówiąc chciałbym zatrzymać, bez względu na porę roku.
Wydaje się, że Chris ma nieco inne zdanie.
Proste sprawy, o których zdarza mi się tu napisać, są chyba najważniejsze. Przeszłość pozostaje mglistym wspomnieniem, na przyszłość nie mamy żadnego wpływu, pozostaje cieszyć się chwilą obecną, którą szczerze mówiąc chciałbym zatrzymać, bez względu na porę roku.
Wydaje się, że Chris ma nieco inne zdanie.
sobota, 20 listopada 2010
Twój jeden głos.
Zastanowiłem się chwilę nad jutrzejszymi lokalnymi wyborami i od razu poczułem ulgę, przecież nie idę głosować. Po niedługim czasie dotarł jednak do mnie głos, co odpowiesz synowi, który pewnie kiedyś w podobnej sytuacji zapyta - Tato, dlaczego nie głosujesz? I co mu powiem, że świat jest zły, a mój głos i tak niczego nie zmieni, że obietnice uśmiechniętych polityków to zwykła kiełbasa wyborcza, że będzie jak było, że ci co są przy korycie to, zresztą synu dowiesz się sam, itd. itp.
Powinienem powiedzieć mu raczej - Synu, świadomie głosuję bo wierzę, że mój głos ma znaczenie.
I na potwierdzenie powyższego stwierdzenia niby od niechcenia dorzucić:
- w 1776 roku jeden głos zadecydował o tym, że w Ameryce mówi się po angielsku, a nie po niemiecku,
- w 1875 roku jeden głos zadecydował o tym, że Francja z monarchii zamieniła się w republikę,
- w 1923 roku, na nieszczęście świata, jeden głos zapewnił Adolfowi Hitlerowi przywództwo nad NSDAP,
- w 1989 roku Zgromadzenie Narodowe jednym głosem wybrało gen.Jaruzelskiego na prezydenta,
- w 2008 roku jeden głos zadecydował o wyborze Grzegorza Laty na prezesa PZPN
Ok. Tak dam dobry przykład, choćby dlatego, żeby w przyszłości wiarygodnie zabrzmiało zdanie " Adam, nie jesteś pojedynczym, nic nie znaczącym człowiekiem - jesteś bardzo ważnym człowiekiem, który ma w życiu bardzo ważny cel do osiągnięcia." Bez ściemy!
Powinienem powiedzieć mu raczej - Synu, świadomie głosuję bo wierzę, że mój głos ma znaczenie.
I na potwierdzenie powyższego stwierdzenia niby od niechcenia dorzucić:
- w 1776 roku jeden głos zadecydował o tym, że w Ameryce mówi się po angielsku, a nie po niemiecku,
- w 1875 roku jeden głos zadecydował o tym, że Francja z monarchii zamieniła się w republikę,
- w 1923 roku, na nieszczęście świata, jeden głos zapewnił Adolfowi Hitlerowi przywództwo nad NSDAP,
- w 1989 roku Zgromadzenie Narodowe jednym głosem wybrało gen.Jaruzelskiego na prezydenta,
- w 2008 roku jeden głos zadecydował o wyborze Grzegorza Laty na prezesa PZPN
Ok. Tak dam dobry przykład, choćby dlatego, żeby w przyszłości wiarygodnie zabrzmiało zdanie " Adam, nie jesteś pojedynczym, nic nie znaczącym człowiekiem - jesteś bardzo ważnym człowiekiem, który ma w życiu bardzo ważny cel do osiągnięcia." Bez ściemy!
czwartek, 18 listopada 2010
Nie
Dwa słowa, które denerwują mnie coraz bardziej to: "nie" i "zaraz".
Doprowadzały na skraj wytrzymałości nerwowej zapewne moich rodziców, podobnie będzie kiedy nasze dzieci dorosną i doczekają się swoich pociech. Przeczytałem ostatnio o prostym sposobie, jak wyeliminować zaprzeczanie u nastolatków. Należy po prostu zadawać pytania, na które nie będzie można odpowiedzieć "tak" lub "nie". Ten nowy system pytań, zakłada, że powinniśmy zwracać się do naszych dzieci na dwa sposoby.
Pierwszy, w którym dajemy dwie możliwości do wyboru.
Np. " Odłożysz do szafy swój plecak przed czy po obiedzie?"
Drugi, chyba skuteczniejszy...
Np. "Byłoby dobrze gdybyś odłożył plecak do szafy przed obiadem"
Eliminujemy możliwość automatycznego oporu, minimalizujemy początek konfliktu o przykładowy plecak.
Jestem jednak przekonany, że znajdzie się niemała grupa oryginałów, która i tak nie usłyszy naszej dobrej woli, wtedy robimy to co zwykle, czyli odkładamy plecak do szafy sami, jednak kiedy sytuacja będzie powtarzała się nieco częściej, warto zaszarżować i z hukiem wyrzucić tornister do śmietnika, a co ...
Obiecuję, że tych eksperymentów nie będę, póki co, przeprowadzał na Pierwszym, tylko na dwóch dorastających nastolatkach. Obecnie cieszę się z każdego słowa, które wypowiada, nawet jeżeli jest to zaprzeczenie. Poza tym, pozostaje obawa, że doświadczenia na Adamie mogą osiągnąć skutek odwrotny od zamierzonego i słowo "nie", zabrzmi jak po przemianie Anakina Skywalkera w Dartha Wadera, brrrrrrrrrrrrrrr.
Doprowadzały na skraj wytrzymałości nerwowej zapewne moich rodziców, podobnie będzie kiedy nasze dzieci dorosną i doczekają się swoich pociech. Przeczytałem ostatnio o prostym sposobie, jak wyeliminować zaprzeczanie u nastolatków. Należy po prostu zadawać pytania, na które nie będzie można odpowiedzieć "tak" lub "nie". Ten nowy system pytań, zakłada, że powinniśmy zwracać się do naszych dzieci na dwa sposoby.
Pierwszy, w którym dajemy dwie możliwości do wyboru.
Np. " Odłożysz do szafy swój plecak przed czy po obiedzie?"
Drugi, chyba skuteczniejszy...
Np. "Byłoby dobrze gdybyś odłożył plecak do szafy przed obiadem"
Eliminujemy możliwość automatycznego oporu, minimalizujemy początek konfliktu o przykładowy plecak.
Jestem jednak przekonany, że znajdzie się niemała grupa oryginałów, która i tak nie usłyszy naszej dobrej woli, wtedy robimy to co zwykle, czyli odkładamy plecak do szafy sami, jednak kiedy sytuacja będzie powtarzała się nieco częściej, warto zaszarżować i z hukiem wyrzucić tornister do śmietnika, a co ...
Obiecuję, że tych eksperymentów nie będę, póki co, przeprowadzał na Pierwszym, tylko na dwóch dorastających nastolatkach. Obecnie cieszę się z każdego słowa, które wypowiada, nawet jeżeli jest to zaprzeczenie. Poza tym, pozostaje obawa, że doświadczenia na Adamie mogą osiągnąć skutek odwrotny od zamierzonego i słowo "nie", zabrzmi jak po przemianie Anakina Skywalkera w Dartha Wadera, brrrrrrrrrrrrrrr.
poniedziałek, 15 listopada 2010
Lekcja Casanovy
Wpadła mi w ręce wypowiedz Giacomo Casanovy, słynnego uwodziciela, którą, kto wie, przytoczę kiedyś Adamowi, a i moim córką taka wiedza nie zaszkodzi, otóż co powiedział pewnego razu do młodzieży:
-Uczcie się geografii choćby dla potrzeb spodziewanego kiedyś małżeństwa. Przyda się, ponieważ w małżeństwie trzeba wiedzieć, gdzie piętrzą się góry przeszkód, gdzie znajdują się głębokie przepaście do pokonania, niespodziewane pułapki, a także ciekawe, kuszące wędrowca regiony. Przede wszystkim zaś granice, których nie wolno przekroczyć bez ryzyka utraty prawa powrotu do znanych już i własnych stron.
Szanujmy więc swoją małą ojczyznę :)
-Uczcie się geografii choćby dla potrzeb spodziewanego kiedyś małżeństwa. Przyda się, ponieważ w małżeństwie trzeba wiedzieć, gdzie piętrzą się góry przeszkód, gdzie znajdują się głębokie przepaście do pokonania, niespodziewane pułapki, a także ciekawe, kuszące wędrowca regiony. Przede wszystkim zaś granice, których nie wolno przekroczyć bez ryzyka utraty prawa powrotu do znanych już i własnych stron.
Szanujmy więc swoją małą ojczyznę :)
piątek, 12 listopada 2010
Dziadkowe mądrości.
Brakuje nam cierpliwości, wydaje się, że jesteśmy starsi, że jesteśmy doświadczeni, nic z tych rzeczy, marzy mi się, chciałbym raczej, żeby cierpliwość i wyrozumiałość przyszła z wiekiem i zaowocowała taką postawą, jaką zaprezentował pewien dziadek,
( usłyszałem kiedyś, ze to dziadkowie powinni wychowywać wnuki i uważam, że jest w tym dużo racji)
który wybrał się na spacer ze swoim wnuczkiem. Spacerowali morskim brzegiem. Stary człowiek często schylał się, podnosił z plaży jeżowce i wrzucał je w fale. Po pewnym czasie wnuk zwrócił się do dziadka:
- Dziadku, co ty robisz?
Dziadek uśmiechnął się i odrzekł:- No, te jeżowce to żywe organizmy i jeśli ich nie wrzucę z powrotem do wody , zginą na słońcu.
-Ależ dziadku - wykrzyknął wnuk - tu są ich tysiące! Cóż to za różnica, że kilka z nich uratujesz?
Dziadek ponownie się uśmiechną i ze spokojem, wrzucając kolejnego jeżowca, odparł:
- Tej jednej sztuce sprawi to zasadniczą różnicę.
( usłyszałem kiedyś, ze to dziadkowie powinni wychowywać wnuki i uważam, że jest w tym dużo racji)
który wybrał się na spacer ze swoim wnuczkiem. Spacerowali morskim brzegiem. Stary człowiek często schylał się, podnosił z plaży jeżowce i wrzucał je w fale. Po pewnym czasie wnuk zwrócił się do dziadka:
- Dziadku, co ty robisz?
Dziadek uśmiechnął się i odrzekł:- No, te jeżowce to żywe organizmy i jeśli ich nie wrzucę z powrotem do wody , zginą na słońcu.
-Ależ dziadku - wykrzyknął wnuk - tu są ich tysiące! Cóż to za różnica, że kilka z nich uratujesz?
Dziadek ponownie się uśmiechną i ze spokojem, wrzucając kolejnego jeżowca, odparł:
- Tej jednej sztuce sprawi to zasadniczą różnicę.
czwartek, 11 listopada 2010
Win, win. Wygrany, wygrany.
Stwierdzenie, że wychowanie dzieciaków to niezła harówka jest oczywistym truizmem.
Dlatego dzisiaj nieco teorii wychowawczej, którą chcę się podzielić. W sumie to pisząc o tym, chcę to zobaczyć, chcę to usłyszeć. Idealnie byłoby wprowadzić ją w życie i korzystać w każdej sytuacji konfliktowej, idealnie byłoby...
Ta metoda zakłada, że rozwiązanie konfliktu, nie musi porządkować sytuacji dzieląc strony na zwycięzców i przegranych, tu wygrywają obie . Łatwo powiedzieć, co? Spróbujmy jednak spojrzeć na problem nieco inaczej.
Pewien trzynastoletni syn był typem szkolnego błazna, lubiany przez rówieśników, ignorujący polecenia nauczycieli, lekceważący domowe obowiązki.. Miewał szalone pomysły, które realizował wprawiając w zakłopotanie wychowawców i tym samym doprowadzając swoich rodziców do tzw. "szewskiej pasji". Edukacyjna katastrofa. Jego mama próbowała różnych rozwiązań wychowawczych, żadne metody nie skutkowały.
Któregoś dnia otrzymała radę od prawdopodobnie najlepszego na świecie trenera w zakresie rozwoju i wychowania nastolatków. Otóż, poproszono matkę o stworzenie listy najgorszych cech syna, a potem przy każdym określeniu typu - leń, kłamczuch, arogant - pozytywny opis podanej wady. I tak okazało się, że:
leń to OSOBA ZRELAKSOWANA,kłamczuch to SPRYCIARZ,arogancja to PEWNOŚĆ SIEBIE.
Dodatkowo matka przekazując listę trenerowi, dodała, że w sumie to ma bardzo utalentowanego syna. Na tym fundamencie mogła dalej budować. Kolejnym krokiem było uzmysłowić chłopcu jego wartość, nawet w wadach dostrzegać zalety. Pozostało przekuć jego talenty na pracę w szkole i naukę w domu.
Droga do poprawy trwała 1,5 roku. Oboje z tej potyczki wyszli zwycięsko.
W błahych sprawach matka trzymała się zasady - "Jeżeli masz do wyboru mieć rację lub być dobrym, to bądź dobry".
Kusi mnie, żeby zaprezentować rozwiązanie jakie przedstawił Andrzej Waligórski w wierszu "Krnąbrny Dyzio", odczarowując nieco życiowy happy end. .
Dyzio, małolat, zbuntowany na domowe menu, położył się w drzwiach mieszkania i głoduje. Za nic nie chce ruszyć się z miejsca, wezwano stryja...
... a stryj był osiłek,
Jedną ręką łaps za ryja,
Drugą łaps za tyłek!
Poczem Dyzia jak nie kopnie
Kościstym kolanem!
Dyzio wrzasną raz okropnie
I znikł pod tapczanem.
Wnet mu przeszło głodowanie,
Innym już nie szkodzi,
Ożywiło się mieszkanie
Można po nim chodzić!
Mamy z tego konstatację,
A nawet myśl złotą:
Że dobre są pertraktacje,
ale nie z idiotą.
Oczywiście takiego rozwiązania szczerze nie polecam i Wam i sobie rzecz jasna.
Dlatego dzisiaj nieco teorii wychowawczej, którą chcę się podzielić. W sumie to pisząc o tym, chcę to zobaczyć, chcę to usłyszeć. Idealnie byłoby wprowadzić ją w życie i korzystać w każdej sytuacji konfliktowej, idealnie byłoby...
Ta metoda zakłada, że rozwiązanie konfliktu, nie musi porządkować sytuacji dzieląc strony na zwycięzców i przegranych, tu wygrywają obie . Łatwo powiedzieć, co? Spróbujmy jednak spojrzeć na problem nieco inaczej.
Pewien trzynastoletni syn był typem szkolnego błazna, lubiany przez rówieśników, ignorujący polecenia nauczycieli, lekceważący domowe obowiązki.. Miewał szalone pomysły, które realizował wprawiając w zakłopotanie wychowawców i tym samym doprowadzając swoich rodziców do tzw. "szewskiej pasji". Edukacyjna katastrofa. Jego mama próbowała różnych rozwiązań wychowawczych, żadne metody nie skutkowały.
Któregoś dnia otrzymała radę od prawdopodobnie najlepszego na świecie trenera w zakresie rozwoju i wychowania nastolatków. Otóż, poproszono matkę o stworzenie listy najgorszych cech syna, a potem przy każdym określeniu typu - leń, kłamczuch, arogant - pozytywny opis podanej wady. I tak okazało się, że:
leń to OSOBA ZRELAKSOWANA,kłamczuch to SPRYCIARZ,arogancja to PEWNOŚĆ SIEBIE.
Dodatkowo matka przekazując listę trenerowi, dodała, że w sumie to ma bardzo utalentowanego syna. Na tym fundamencie mogła dalej budować. Kolejnym krokiem było uzmysłowić chłopcu jego wartość, nawet w wadach dostrzegać zalety. Pozostało przekuć jego talenty na pracę w szkole i naukę w domu.
Droga do poprawy trwała 1,5 roku. Oboje z tej potyczki wyszli zwycięsko.
W błahych sprawach matka trzymała się zasady - "Jeżeli masz do wyboru mieć rację lub być dobrym, to bądź dobry".
Kusi mnie, żeby zaprezentować rozwiązanie jakie przedstawił Andrzej Waligórski w wierszu "Krnąbrny Dyzio", odczarowując nieco życiowy happy end. .
Dyzio, małolat, zbuntowany na domowe menu, położył się w drzwiach mieszkania i głoduje. Za nic nie chce ruszyć się z miejsca, wezwano stryja...
... a stryj był osiłek,
Jedną ręką łaps za ryja,
Drugą łaps za tyłek!
Poczem Dyzia jak nie kopnie
Kościstym kolanem!
Dyzio wrzasną raz okropnie
I znikł pod tapczanem.
Wnet mu przeszło głodowanie,
Innym już nie szkodzi,
Ożywiło się mieszkanie
Można po nim chodzić!
Mamy z tego konstatację,
A nawet myśl złotą:
Że dobre są pertraktacje,
ale nie z idiotą.
Oczywiście takiego rozwiązania szczerze nie polecam i Wam i sobie rzecz jasna.
sobota, 6 listopada 2010
Pogadajmy
Dokładnie nie pamiętam kiedy spotkałem się z magicznym i absolutnie wyjątkowym światem, w którym w roli głównej występował Peter Gabriel. Bez wątpienia odcisnął na mnie swoje piętno chyba na zawsze i jestem pewien, że w tajemnice tego sekretnego świata będę wprowadzał swojego synka bardzo umiejętnie, tak, żeby nie uronić ani kropli.
Napisać o Gabrielu, że jest artystą, muzykiem, działaczem społecznym, performerem to mało. Jednak nawet tak zjawiskowa osobowość ma swoją "ciemną stronę księżyca", a może jest to niezbędne do tworzenia i bez tego nie powstałyby takie utwory jak choćby " Come Talk To Me".
Sam Peter Gabriel napisał o tym utworze, że to opowieść o uczuciach związanych z brakiem kontaktu z młodszą córką."Bardzo bym chciał, żeby ze mną rozmawiała. To bardzo emocjonalny utwór. W zwrotkach pojawiają się obrazy rodem ze snów, a bezpośredni zwrot - come talk to me - w refrenie i pomysł wykorzystania drugiego głosu mają głęboko ukryty sens. Ten utwór opowiada po prostu o tym, że bez względu na to jak trudny może okazać się jakiś problem, lepiej jest o nim porozmawiać niż unikać go lub próbować o nim zapomnieć".
Może lepiej, żeby ta piosenka nigdy nie powstała, nie, nie, przecież wszystko co się dzieje ma sens.
Napisać o Gabrielu, że jest artystą, muzykiem, działaczem społecznym, performerem to mało. Jednak nawet tak zjawiskowa osobowość ma swoją "ciemną stronę księżyca", a może jest to niezbędne do tworzenia i bez tego nie powstałyby takie utwory jak choćby " Come Talk To Me".
Sam Peter Gabriel napisał o tym utworze, że to opowieść o uczuciach związanych z brakiem kontaktu z młodszą córką."Bardzo bym chciał, żeby ze mną rozmawiała. To bardzo emocjonalny utwór. W zwrotkach pojawiają się obrazy rodem ze snów, a bezpośredni zwrot - come talk to me - w refrenie i pomysł wykorzystania drugiego głosu mają głęboko ukryty sens. Ten utwór opowiada po prostu o tym, że bez względu na to jak trudny może okazać się jakiś problem, lepiej jest o nim porozmawiać niż unikać go lub próbować o nim zapomnieć".
Może lepiej, żeby ta piosenka nigdy nie powstała, nie, nie, przecież wszystko co się dzieje ma sens.
piątek, 5 listopada 2010
Klaps
Króciutko o klapsie. Otóż do dzisiaj zgadzałem sie z opinią, że jeden klaps nie zaszkodzi. Przyznaję zmieniłem zdanie kiedy w książce Tracy Hogg i Melindy Blau pt. "Język dwulatka" przeczytałem proste pytanie - " Co robisz kiedy w piaskownicy Twoje dziecko bije inne dzieci? "
" Jak to co robię, oczywiście powstrzymuję moją pociechę "- brzmiała odpowiedz.
Zatem wymierzając przywracającego niby do porządku klapsa, zaprzeczam sam sobie. Podwójna moralność.
" Jak to co robię, oczywiście powstrzymuję moją pociechę "- brzmiała odpowiedz.
Zatem wymierzając przywracającego niby do porządku klapsa, zaprzeczam sam sobie. Podwójna moralność.
Subskrybuj:
Posty (Atom)