Dwa słowa, które denerwują mnie coraz bardziej to: "nie" i "zaraz".
Doprowadzały na skraj wytrzymałości nerwowej zapewne moich rodziców, podobnie będzie kiedy nasze dzieci dorosną i doczekają się swoich pociech. Przeczytałem ostatnio o prostym sposobie, jak wyeliminować zaprzeczanie u nastolatków. Należy po prostu zadawać pytania, na które nie będzie można odpowiedzieć "tak" lub "nie". Ten nowy system pytań, zakłada, że powinniśmy zwracać się do naszych dzieci na dwa sposoby.
Pierwszy, w którym dajemy dwie możliwości do wyboru.
Np. " Odłożysz do szafy swój plecak przed czy po obiedzie?"
Drugi, chyba skuteczniejszy...
Np. "Byłoby dobrze gdybyś odłożył plecak do szafy przed obiadem"
Eliminujemy możliwość automatycznego oporu, minimalizujemy początek konfliktu o przykładowy plecak.
Jestem jednak przekonany, że znajdzie się niemała grupa oryginałów, która i tak nie usłyszy naszej dobrej woli, wtedy robimy to co zwykle, czyli odkładamy plecak do szafy sami, jednak kiedy sytuacja będzie powtarzała się nieco częściej, warto zaszarżować i z hukiem wyrzucić tornister do śmietnika, a co ...
Obiecuję, że tych eksperymentów nie będę, póki co, przeprowadzał na Pierwszym, tylko na dwóch dorastających nastolatkach. Obecnie cieszę się z każdego słowa, które wypowiada, nawet jeżeli jest to zaprzeczenie. Poza tym, pozostaje obawa, że doświadczenia na Adamie mogą osiągnąć skutek odwrotny od zamierzonego i słowo "nie", zabrzmi jak po przemianie Anakina Skywalkera w Dartha Wadera, brrrrrrrrrrrrrrr.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz