Stwierdzenie, że wychowanie dzieciaków to niezła harówka jest oczywistym truizmem.
Dlatego dzisiaj nieco teorii wychowawczej, którą chcę się podzielić. W sumie to pisząc o tym, chcę to zobaczyć, chcę to usłyszeć. Idealnie byłoby wprowadzić ją w życie i korzystać w każdej sytuacji konfliktowej, idealnie byłoby...
Ta metoda zakłada, że rozwiązanie konfliktu, nie musi porządkować sytuacji dzieląc strony na zwycięzców i przegranych, tu wygrywają obie . Łatwo powiedzieć, co? Spróbujmy jednak spojrzeć na problem nieco inaczej.
Pewien trzynastoletni syn był typem szkolnego błazna, lubiany przez rówieśników, ignorujący polecenia nauczycieli, lekceważący domowe obowiązki.. Miewał szalone pomysły, które realizował wprawiając w zakłopotanie wychowawców i tym samym doprowadzając swoich rodziców do tzw. "szewskiej pasji". Edukacyjna katastrofa. Jego mama próbowała różnych rozwiązań wychowawczych, żadne metody nie skutkowały.
Któregoś dnia otrzymała radę od prawdopodobnie najlepszego na świecie trenera w zakresie rozwoju i wychowania nastolatków. Otóż, poproszono matkę o stworzenie listy najgorszych cech syna, a potem przy każdym określeniu typu - leń, kłamczuch, arogant - pozytywny opis podanej wady. I tak okazało się, że:
leń to OSOBA ZRELAKSOWANA,kłamczuch to SPRYCIARZ,arogancja to PEWNOŚĆ SIEBIE.
Dodatkowo matka przekazując listę trenerowi, dodała, że w sumie to ma bardzo utalentowanego syna. Na tym fundamencie mogła dalej budować. Kolejnym krokiem było uzmysłowić chłopcu jego wartość, nawet w wadach dostrzegać zalety. Pozostało przekuć jego talenty na pracę w szkole i naukę w domu.
Droga do poprawy trwała 1,5 roku. Oboje z tej potyczki wyszli zwycięsko.
W błahych sprawach matka trzymała się zasady - "Jeżeli masz do wyboru mieć rację lub być dobrym, to bądź dobry".
Kusi mnie, żeby zaprezentować rozwiązanie jakie przedstawił Andrzej Waligórski w wierszu "Krnąbrny Dyzio", odczarowując nieco życiowy happy end. .
Dyzio, małolat, zbuntowany na domowe menu, położył się w drzwiach mieszkania i głoduje. Za nic nie chce ruszyć się z miejsca, wezwano stryja...
... a stryj był osiłek,
Jedną ręką łaps za ryja,
Drugą łaps za tyłek!
Poczem Dyzia jak nie kopnie
Kościstym kolanem!
Dyzio wrzasną raz okropnie
I znikł pod tapczanem.
Wnet mu przeszło głodowanie,
Innym już nie szkodzi,
Ożywiło się mieszkanie
Można po nim chodzić!
Mamy z tego konstatację,
A nawet myśl złotą:
Że dobre są pertraktacje,
ale nie z idiotą.
Oczywiście takiego rozwiązania szczerze nie polecam i Wam i sobie rzecz jasna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz