Moja trzynastoletnia córka dojrzewa, to stwierdzenie sprawia, że wydaje mi się, że wiem co się będzie działo i faktycznie książkowe problemy pojawiają się co chwilę, drobiazgi urastają do rangi najwyższej wagi, huśtawka nastrojów plus nieustający konflikt o wszystko z młodszą siostrą. Zastanawiam się wtedy, to znaczy ostatnio przez cały czas - czy ja lubię dzieci? być może lubię tylko określony ich typ. Jako rodzic tworzę sobie obraz dziecka takiego jakie chciałbym żeby było, dlatego pewnie mam trudności z akceptacją niektórych zachowań mojej dojrzewającej Natalki. Dociera do mnie, że kończy się moja władza oparta na systemie nagród i kar, to już nie działa. Idąc tym tropem dochodzę do wniosku, że agresja i bunt nie są skierowane przeciwko rodzicom, tylko przeciwko ograniczonym, kulawym i nieefektywnym metodom wychowawczym i stąd wrażenie, że władza rodzicielska w wieku dojrzewania dzieci wyczerpuje się nieuchronnie, tak jak wdzięczność, która "starzeje się" jeszcze szybciej. Trzeba się szybko zacząć dokształcać, albo co chyba łatwiejsze sięgnąć pamięcią wstecz i przyponieć sobie problemy swojego dorastania, to był żart oczywiście, przecież my nie sprawialiśmy żadnych, no prawie żadnych problemów:)
Jestem przekonany, że okres buntu będzie trwał krótko i rodzicielskie rady z czasem zostaną docenione, czego najlepszym przykładem jest odpowiedź Marka Twaina na stwierdzenie pewnego młodzieńca:
- Mój ojciec nie pozwala rozwinąć mi skrzydeł. On jest taki ograniczony.
- Trochę cierpliwości, mój drogi - odparł Twain - Kiedy miałem czternaście lat, mój ojciec także wydawał mi się głupi. a kiedy skończyłem dwadzieścia lat, byłem zdziwiony, że ten staruszek przez te sześć lat tak zmądrzał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz