czwartek, 5 września 2013

Jestem jednak na weselu.

Jesteś w przedszkolu, będziesz w szkole, potem ... w każdym razie tam gdzie będziesz chciał, a może pójdziesz tam gdzie nie będziesz chciał, tak jak kiedyś pewien Piotrek. Dzisiaj dotarło do mnie, że tam gdzie będziesz otrzymasz naprawdę wszystko co potrzebujesz.

Czytam to co piszę i już słyszę(sam siebie), że to jakaś tania filozofia i bzdury. Jutro pewnie się z tym zgodzę się w 100 %, ale nie dziś.

Poranny Różaniec. Tajemnice Światła. Tajemnica druga. Cud na weselu w Kanie Galilejskiej.
Na weselu w Kanie zabrakło wina, Pan Jezus zamienił wodę w wino i podano gościom weselnym.

I tak sobie pomyślałem, że jeśli to był pierwszy cud, a był, to prawie nikt na weselu nie wiedział, że Jezus może czynić cuda.
Chyba nawet niewiele osób znało Jego naukę, a już na pewno nie zastanawiało się nad tym podczas zabawy.
Ot, siedział sobie przy stole ze swoją mamą i kolegami, a cała rzesza nieświadomych ludzi łącznie z panem młodym bawiła się w najlepsze. Kompletnie nic nie wiedzieli, ok niektórzy zaniepokoili się brakiem trunków, ale to po paru chwilach minęło. Zabawa trwała dalej, a impreza wtedy mogła ciągnąć się i tydzień!
Goście weselni dostali to czego potrzebowali, myślę, że wielu nawet nie zauważyło, że jest jakiś kłopot z winem.

Dostali w nadmiarze to czego potrzebowali, bo dla porządku trzeba wspomnieć ile tego wina nagle przybyło.
Otóż w zależności od pojemności stągwi( w jednej mieściły się dwie lub trzy miary) nagle na imprezie pojawiło się 470 lub w wersji max 709 litrów wina, co daje odpowiednio 630 lub 945 butelek, licząc pojemność każdej 0,75l.
G r u b o !

Dostali w nadmiarze to czego potrzebowali i nawet o tym nie wiedzieli, dostali za nic.

Jutro pewnie o tym zapomnę i jak usłyszę, że obojętnie gdzie jestem dostanę wszystko czego potrzebuję, pomyślę, że bzdury, bo przecież i tu pojawi się lista czego właśnie potrzebuję. Tak będzie jutro.

Dzisiaj trzyma mnie myśl, że mamy wszystko.

wtorek, 3 września 2013

Nie mieć nic, a dostawać wszystko.

Fajną usłyszałem myśl, o matce i dziecku, nic specjalnie odkrywczego, ale tutaj pasuje.

Otóż kiedy matka kocha swoje dziecko najbardziej? No pewnie, że zawsze w każdej chwili itd. Na początku jednak najintensywniej, najwylewniej, i w ogóle na początku jest naj, naj, naj.
Paradoksalnie właśnie wtedy kiedy nie może się z dzieckiem porozumieć, kiedy dziecko nic nie potrafi, albo nawet jak coś potrafi to do niczego się ta umiejętność nie przydaje.
Najlepsze są takie małe dzieciaczki, mówią czasem - małe dzieci mały kłopot - zrobi kupę o konsystencji musztardy, zwymiotuje poranną kaszkę, śpi, a my, no ja przynajmniej tak miałem, patrzyłem na śpiącego malucha, bezbronnego, takie małe 60 czy 70 centymetrowe nic, wtedy czułem moc, wydaje się, a może i tak jest, że miłość wtedy jest prawie namacalna.

W takim klimacie wysłuchałem dzisiaj ojca Adama Szustaka o byciu ubogim, jak to u o. Adama same dobre wiadomości.

P.S. Langusta na Palmie rządzi !!!