czwartek, 24 marca 2011

Pobudka.

Przeczytane, zasłyszane, odtwórcze ... ale ciągle śmieszy.

Ojciec pukający do drzwi pokoju swojego syna, woła:
- Jaime, obudź się!
Syn w odpowiedzi:
-Nie chcę wstawać, tato.
Poirytowany ojciec:- Wstawaj, musisz iść do szkoły!
Jaime na to:
- Nie chcę iść do szkoły.
- Dlaczego? - pyta ojciec.
- Są trzy powody ku temu - stwierdził Jaime. - Po pierwsze, bo tam jest potwornie nudno; po drugie, bo mi dzieciaki dokuczają, a wreszcie po trzecie, bo nienawidzę szkoły.
Na to ojciec:
- To ja ci podam trzy powody, dla których powinieneś pójść do szkoły. Po pierwsze, bo to twój obowiązek; po drugie, bo masz czterdzieści pięć lat, i po trzecie, ponieważ jesteś dyrektorem tej szkoły.

Adaś ma na razie 2,5 roku, wiem jednak jak ten czas leci.
Tymczasem - Szybko zbudź się, szybko wstawaj. Nowy hicior Pierwszego.

czwartek, 10 marca 2011

Szpital z ludzką twarzą.

Adaś wylądował w szpitalu.
W zasadzie takie info powoduje przygnębienie i narastający stres.
Jednak nie w tym przypadku, jedyna niewiadoma to moment, w którym stamtąd wyjdzie.
Brzmi nieco enigmatycznie, ale faktycznie pobyt w szpitalu, mam nadzieję, nie potrwa długo i o całym przypadku szybko zapomnimy.
Biegunka i wymioty, czyli to co rodzice nie lubią najbardziej.
Wezwany lekarz, w poniedziałek wieczorem, stwierdził grypę żołądkową, co ciekawe potrafił po zapachu kupki odróżnić tę przypadłość od rotawirusa ( podobno wtedy wyraźnie odczuwalny jest zapach amoniaku).
Wtorek, pojawiła się nie wiadomo skąd wysoka temperatura.
Środa, poprawa, hurra!!! Temperatura spadła, Pierwszy zaczyna jeść a wieczorem "gwiezdne wojny".
Mega sraczka, a wydawało się nam, że rozwolnienie z początku tygodnia jest nie do opanowania.
Czwartek rano decyzja, jedziemy do Korczaka, pełni obaw, ale nie ma na co czekać.
... i żadnych negatywnych emocji, począwszy od izby przyjęć, na oddziale kończąc.
No pewnie, że nie ma miejsca w salach szpitalnych, więc zaadoptowano świetlicę, Adaś ma przynajmniej dużo miejsca.
Oczywiście, że nie ma łóżek dla matek opiekujący się swoimi pociechami, wyśpią się na karimatach w śpiworach, na nuż powrócą biwakowe wspomnienia...
Jasna sprawa, że pomimo ewidentnego braku komfortu, trzeba będzie za pobyt zapłacić, ale to nic, jeżeli w takich warunkach, trudnych nie ma co, spotykamy ludzi, którzy są naprawdę życzliwi, uśmiechnięci i zainteresowani, chcą po prostu skutecznie pomóc.
Zatem dziękuję tej Pani, która przynosi posiłki, pielęgniarzowi, lekarce na izbie przyjęć, salowej, wszystkim lekarzom, bez wyjątku, wszystkim spotkanym dzisiaj w szpitalu dziecięcym im. J. Korczka we Wrocławiu.

środa, 2 marca 2011

Będzie tylko pozytywnie...

Dokładnie nie pamiętam, choć pewnie powinienem, ale własnie gdzieś w lutym, a może w marcu 2008 roku dowiedziałem się telefonicznie, że Madzia jest w ciąży i będziemy mieli trzecie dziecko. Leżałem wtedy w szpitalu, parę godzin po zabiegu usunięcia migdałków (czytaj : wyrwaniu, kiedyś o tym napiszę, ku przestrodze:)i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Byłem mocno zaskoczony, jednak poczułem ( w tych niezbyt sprzyjających okolicznościach) nieprawdopodobny zastrzyk energii, takiej siły, która pomogła w organizacji życia, jak się później okazało, które stało się jakościowo dużo lepsze niż było.
Adaś choć trzeci w kolejności, spowodował takie zmiany w naszej rodzinie, jakie obserwuje się przy narodzinach pierwszej pociechy. Nie jestem w stanie dzisiaj opisać ile mieliśmy obaw i rozterek w związku z nową sytuacją, ale wiem dobrze, że bez niego bylibyśmy niekompletni, może nawet ułomni życiowo. Zauważam także w jaki sposób działa na otoczenie, nie tylko na nas, na babcie, dziadka i wujków, ale na ludzi przypadkowo spotkanych na placu zabaw, czy w sklepie. Wnosi dużo światła i radości.

Dzięki niemu dostaliśmy takiego kopa, że wreszcie staliśmy się samodzielni, choć kusi mnie, żeby pomyśleć, że najpierw dojrzeliśmy, a potem, jakby w prezencie pojawił się Adaś, ale to nieprawda.

Otrzymaliśmy nagrodę, a potem wydarzenia zaczęły następować po sobie w lawinowym (jak dla nas) tempie.
Chcę podkreślić, że każde z dzieci, podnosiło nasz emocjonalny standard i zarówno Natka, jak Ala tworzą osobny rozdział, taką wyjątkową i niepowtarzalną historię, spontanicznie budują ponadto niezwykle barwną teraźniejszość, którą Pierwszy dopełnia jak może;)

W związku z tym, że ma być tylko pozytywnie, nie będę pisał o ciemnej stronie księżyca, choć zapewniam, że ona istnieje, ale jest zaledwie małą częścią większej całości.

Czytałem niedawno krótką opowieść o ziemniakach w ciemnej piwnicy, które zupełnie nieoczekiwanie zaczęły kiełkować w tym nieciekawym i ponurym miejscu bez dostępu światła. Okazało się, że przyczyną był miedziany, wypolerowany czajnik zawieszony na belce niedaleko piwnicznego okna, który odbijał pierwsze promyki wiosennego słońca w kierunku sterty ziemniaków.

Jestem przekonany, że nasze dzieciaki to takie wyjątkowe, lśniące czajniki, dzięki którym wzrastamy.