Dokładnie nie pamiętam, choć pewnie powinienem, ale własnie gdzieś w lutym, a może w marcu 2008 roku dowiedziałem się telefonicznie, że Madzia jest w ciąży i będziemy mieli trzecie dziecko. Leżałem wtedy w szpitalu, parę godzin po zabiegu usunięcia migdałków (czytaj : wyrwaniu, kiedyś o tym napiszę, ku przestrodze:)i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Byłem mocno zaskoczony, jednak poczułem ( w tych niezbyt sprzyjających okolicznościach) nieprawdopodobny zastrzyk energii, takiej siły, która pomogła w organizacji życia, jak się później okazało, które stało się jakościowo dużo lepsze niż było.
Adaś choć trzeci w kolejności, spowodował takie zmiany w naszej rodzinie, jakie obserwuje się przy narodzinach pierwszej pociechy. Nie jestem w stanie dzisiaj opisać ile mieliśmy obaw i rozterek w związku z nową sytuacją, ale wiem dobrze, że bez niego bylibyśmy niekompletni, może nawet ułomni życiowo. Zauważam także w jaki sposób działa na otoczenie, nie tylko na nas, na babcie, dziadka i wujków, ale na ludzi przypadkowo spotkanych na placu zabaw, czy w sklepie. Wnosi dużo światła i radości.
Dzięki niemu dostaliśmy takiego kopa, że wreszcie staliśmy się samodzielni, choć kusi mnie, żeby pomyśleć, że najpierw dojrzeliśmy, a potem, jakby w prezencie pojawił się Adaś, ale to nieprawda.
Otrzymaliśmy nagrodę, a potem wydarzenia zaczęły następować po sobie w lawinowym (jak dla nas) tempie.
Chcę podkreślić, że każde z dzieci, podnosiło nasz emocjonalny standard i zarówno Natka, jak Ala tworzą osobny rozdział, taką wyjątkową i niepowtarzalną historię, spontanicznie budują ponadto niezwykle barwną teraźniejszość, którą Pierwszy dopełnia jak może;)
W związku z tym, że ma być tylko pozytywnie, nie będę pisał o ciemnej stronie księżyca, choć zapewniam, że ona istnieje, ale jest zaledwie małą częścią większej całości.
Czytałem niedawno krótką opowieść o ziemniakach w ciemnej piwnicy, które zupełnie nieoczekiwanie zaczęły kiełkować w tym nieciekawym i ponurym miejscu bez dostępu światła. Okazało się, że przyczyną był miedziany, wypolerowany czajnik zawieszony na belce niedaleko piwnicznego okna, który odbijał pierwsze promyki wiosennego słońca w kierunku sterty ziemniaków.
Jestem przekonany, że nasze dzieciaki to takie wyjątkowe, lśniące czajniki, dzięki którym wzrastamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz