czwartek, 10 marca 2011

Szpital z ludzką twarzą.

Adaś wylądował w szpitalu.
W zasadzie takie info powoduje przygnębienie i narastający stres.
Jednak nie w tym przypadku, jedyna niewiadoma to moment, w którym stamtąd wyjdzie.
Brzmi nieco enigmatycznie, ale faktycznie pobyt w szpitalu, mam nadzieję, nie potrwa długo i o całym przypadku szybko zapomnimy.
Biegunka i wymioty, czyli to co rodzice nie lubią najbardziej.
Wezwany lekarz, w poniedziałek wieczorem, stwierdził grypę żołądkową, co ciekawe potrafił po zapachu kupki odróżnić tę przypadłość od rotawirusa ( podobno wtedy wyraźnie odczuwalny jest zapach amoniaku).
Wtorek, pojawiła się nie wiadomo skąd wysoka temperatura.
Środa, poprawa, hurra!!! Temperatura spadła, Pierwszy zaczyna jeść a wieczorem "gwiezdne wojny".
Mega sraczka, a wydawało się nam, że rozwolnienie z początku tygodnia jest nie do opanowania.
Czwartek rano decyzja, jedziemy do Korczaka, pełni obaw, ale nie ma na co czekać.
... i żadnych negatywnych emocji, począwszy od izby przyjęć, na oddziale kończąc.
No pewnie, że nie ma miejsca w salach szpitalnych, więc zaadoptowano świetlicę, Adaś ma przynajmniej dużo miejsca.
Oczywiście, że nie ma łóżek dla matek opiekujący się swoimi pociechami, wyśpią się na karimatach w śpiworach, na nuż powrócą biwakowe wspomnienia...
Jasna sprawa, że pomimo ewidentnego braku komfortu, trzeba będzie za pobyt zapłacić, ale to nic, jeżeli w takich warunkach, trudnych nie ma co, spotykamy ludzi, którzy są naprawdę życzliwi, uśmiechnięci i zainteresowani, chcą po prostu skutecznie pomóc.
Zatem dziękuję tej Pani, która przynosi posiłki, pielęgniarzowi, lekarce na izbie przyjęć, salowej, wszystkim lekarzom, bez wyjątku, wszystkim spotkanym dzisiaj w szpitalu dziecięcym im. J. Korczka we Wrocławiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz