Trzeba powiedzieć sobie wprost - bywa, czasem bywa.
Do takiego wniosku skłoniło mnie przeczytane dzisiaj stwierdzenie papieża Pawła VI i słowa Jezusa z Ewangelii Mateusza, oraz jedno zdanie Jana Pawła II.
Nagle mnie oświeciło, nic takiego, nic nowego, proste zdania, którego sens jest zrozumiały dla każdego, ale co innego wiedzieć, a co innego uświadomić to sobie.
Odmawiam różaniec od jakiegoś czasu,staram się codziennie, nie takie istotne jak długo, ważniejsze jak to robię. Kluczowe słowo to jakość modlitwy.
Zacznę od Mateusza, coż takiego przeczytamy w tej Ewangelii, otóż między innymi takie zdanie Jezusa Chrystusa : W modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani (Mt 6,7)
Papież Paweł VI niby nie mówi nic nowego : "Jeśli braknie kontemplacji, różaniec upodabnia się do ciała bez duszy i zachodzi niebezpieczeństwo, że odmawianie stanie się bezmyślnym powtarzaniem formuł ... i dalej Różaniec bowiem z natury swej wymaga odmawiania w rytmie spokojnej modlitwy i powolnej refleksji, by przez to modlący się łatwiej oddał się kontemplacji tajemnic życia Chrystusa, rozważanych jakby sercem Tej, która ze wszystkich była najbliższa Panu, i by otwarte zostały niezgłębione tych tajemnic bogactwa."
Błogosławiony Jan Paweł II dodaje, że jeśli różańca nie będzie odmawiać się zgodnie z jego modlitewnym przeznaczeniem, to "różaniec nie tylko nie przyniesie pożądanych skutków duchowych, ale dojdzie do sytuacji, że koronkę, na której zazwyczaj sie go odmawia, będzie się traktować na równi z jakimś amuletem czy przedmiotem magicznym, co byłoby radykalnym wypaczeniem jego znaczenia i funkcji"
"Ciało bez duszy" to przecież trup.
Czy mój różaniec jest trupem?
Czy mój różaniec to przegadana modlitwa?
Czy mój różaniec jest bez jakości?
Niestety bywa, czasem bywa.
Na koniec chciałbym dodać, że powyższe pytania pojawiły się w trakcie czytania ksiązki Cezarego Sękalskiego - Różaniec Swięty Na Nowo Odkryty.
Autorowi dziękuję serdecznie.
O wszystkim, co w tym momencie jest dla mnie ważne i co chciałbym powiedzieć swoim dzieciom, a czego nie mówię, dlatego że ...
środa, 16 stycznia 2013
środa, 9 stycznia 2013
Zig Ziglar 1926 - 2012
28 listopada 2012
W wieku 86 zmarł Zig Ziglar.
Był, choć nadal pewnie jest dla wielu, niekwestionowanym człowiekiem sukcesu, mistrzem motywacji, prawdziwym mentorem.
Napisał ponad 20 książek na temat motywacji, efektywnej sprzedaży, życia lepszego niż dobre, o tym jak zdobyć szczyt, a potem jak znaleźć się ponad szczytem, a przy tym jak dbać o rodzinę i przyjaciół. Pisał i przemawiał językiem prostym, ale trafiającym w sedno. Opisywał historie zwykłych ludzi, których życie nie oszczędzało, a którzy pomimo przeszkód osiągali sukces.
Zawsze twierdził, że Posiadasz Wszystko Co Jest Potrzebne, Żeby Osiągnąć Sukces, Żeby Być Szczęśliwym.
Nie wiem czy zostawił testament, taki zbiór rad, Wiesz taki co odpowie na pytanie – Jak Żyć? Ale jestem przekonany, że On nie musiał tego robić, bo w każdej ze swoich publikacji, na każdej stronie swojej ksiązki, w każdej minucie motywacyjnego przemówienia przenosił potężny ładunek emocjonalny, który dostarczał słuchaczom, uderzał w nich jak młotem kowalskim, otrzeźwiał swoją wierną publiczność, do której i ja się nieskromnie zaliczam.
Pozwolę sobie przytoczyć poniżej co oznacza wg. Ziga Ziglara być na szczyciem, a nawet ponad nim. Właśnie w książce – Ponad Szczytem – wydanej w 1994 roku, przekazuje drogowskazy, które nie straciły dzisiaj na aktualności, i z których warto się skorzystać, bo Zig zawsze wiedział co mówi.
Zatem znajdujesz się na szczycie, gdy :
1.Pogodziłeś się z przeszłością i skoncentrowałeś się na teraźniejszości, jesteś też optymistą, jeśli chodzi o przyszłość.
2.Cieszysz się miłością przyjaciół i szacunkiem wrogów.
3.Przepełnia cię wiara, nadzieja i miłość, żyjesz bez gniewu, chciwości, poczucia winy, zawiści i żądzy odwetu.
4.Wiesz, że jeśli nie będziesz miał dość cierpliwości, by wytrwać w zasadach moralnych, staniesz na progu sytuacji, w której padniesz ofiarą zła.
5.Jesteś dość dojrzały, by odłożyć kwestię zapłaty za swe czyny i przerzucić uwagę z twych praw na twą odpowiedzialność.
6.Kochasz niekochanego, podsuwasz nadzieję zdesperowanemu, przyjaźń samotnemu i zachętę zniechęconemu.
7.Wiesz, że sukces (zwycięstwo) nie zmieniają cię, zaś przegrana (strata) cię nie załamuje.
8.Potrafisz patrzeć wstecz z przebaczeniem, naprzód z nadzieją, w dół ze współczuciem i w górę z wdzięcznością.
9.Jesteś bezpieczny, będąc tym kim jesteś, więc żyjesz w stanie pokoju z Bogiem i przyjaźni z człowiekiem.
10.Jasno rozumiesz, że wczoraj skończyło się ubiegłej nocy, a dzisiaj, cóż za dzień, należy do ciebie.
11.Akceptujesz wskazówkę, że największy z was nich będzie wszym sługą.
12.Jesteś miły dla zrzędy, uprzejmy dla prostaka i hojny wobec potrzebujących, bo wiesz, że długofalowe zyski z dawania i przebaczania znacznie przekraczają krótkoterminowe zyski z brania.
13.Rozpoznajesz, rozwijasz i używasz dane ci przez Boga możliwości fizyczne, umysłowe i duchowe na chwałę Boga i dla dobra rodzaju ludzkiego.
14.Stoisz w obliczu Stwórcy, a on mówi do ciebie: Dobrze zrobione, jesteś dobrym i wiernym sługą.
W wieku 86 zmarł Zig Ziglar.
Był, choć nadal pewnie jest dla wielu, niekwestionowanym człowiekiem sukcesu, mistrzem motywacji, prawdziwym mentorem.
Napisał ponad 20 książek na temat motywacji, efektywnej sprzedaży, życia lepszego niż dobre, o tym jak zdobyć szczyt, a potem jak znaleźć się ponad szczytem, a przy tym jak dbać o rodzinę i przyjaciół. Pisał i przemawiał językiem prostym, ale trafiającym w sedno. Opisywał historie zwykłych ludzi, których życie nie oszczędzało, a którzy pomimo przeszkód osiągali sukces.
Zawsze twierdził, że Posiadasz Wszystko Co Jest Potrzebne, Żeby Osiągnąć Sukces, Żeby Być Szczęśliwym.
Nie wiem czy zostawił testament, taki zbiór rad, Wiesz taki co odpowie na pytanie – Jak Żyć? Ale jestem przekonany, że On nie musiał tego robić, bo w każdej ze swoich publikacji, na każdej stronie swojej ksiązki, w każdej minucie motywacyjnego przemówienia przenosił potężny ładunek emocjonalny, który dostarczał słuchaczom, uderzał w nich jak młotem kowalskim, otrzeźwiał swoją wierną publiczność, do której i ja się nieskromnie zaliczam.
Pozwolę sobie przytoczyć poniżej co oznacza wg. Ziga Ziglara być na szczyciem, a nawet ponad nim. Właśnie w książce – Ponad Szczytem – wydanej w 1994 roku, przekazuje drogowskazy, które nie straciły dzisiaj na aktualności, i z których warto się skorzystać, bo Zig zawsze wiedział co mówi.
Zatem znajdujesz się na szczycie, gdy :
1.Pogodziłeś się z przeszłością i skoncentrowałeś się na teraźniejszości, jesteś też optymistą, jeśli chodzi o przyszłość.
2.Cieszysz się miłością przyjaciół i szacunkiem wrogów.
3.Przepełnia cię wiara, nadzieja i miłość, żyjesz bez gniewu, chciwości, poczucia winy, zawiści i żądzy odwetu.
4.Wiesz, że jeśli nie będziesz miał dość cierpliwości, by wytrwać w zasadach moralnych, staniesz na progu sytuacji, w której padniesz ofiarą zła.
5.Jesteś dość dojrzały, by odłożyć kwestię zapłaty za swe czyny i przerzucić uwagę z twych praw na twą odpowiedzialność.
6.Kochasz niekochanego, podsuwasz nadzieję zdesperowanemu, przyjaźń samotnemu i zachętę zniechęconemu.
7.Wiesz, że sukces (zwycięstwo) nie zmieniają cię, zaś przegrana (strata) cię nie załamuje.
8.Potrafisz patrzeć wstecz z przebaczeniem, naprzód z nadzieją, w dół ze współczuciem i w górę z wdzięcznością.
9.Jesteś bezpieczny, będąc tym kim jesteś, więc żyjesz w stanie pokoju z Bogiem i przyjaźni z człowiekiem.
10.Jasno rozumiesz, że wczoraj skończyło się ubiegłej nocy, a dzisiaj, cóż za dzień, należy do ciebie.
11.Akceptujesz wskazówkę, że największy z was nich będzie wszym sługą.
12.Jesteś miły dla zrzędy, uprzejmy dla prostaka i hojny wobec potrzebujących, bo wiesz, że długofalowe zyski z dawania i przebaczania znacznie przekraczają krótkoterminowe zyski z brania.
13.Rozpoznajesz, rozwijasz i używasz dane ci przez Boga możliwości fizyczne, umysłowe i duchowe na chwałę Boga i dla dobra rodzaju ludzkiego.
14.Stoisz w obliczu Stwórcy, a on mówi do ciebie: Dobrze zrobione, jesteś dobrym i wiernym sługą.
środa, 2 stycznia 2013
Przed Walką.
Wątpimy.
Czasami zadajemy pytania wcale nie licząc na odpowiedzi. Bo co w konkretnym momencie, w obliczu jakieś klęski, tragedii, śmierci, w obliczu życiowego przełomu, co zmienia pytanie:
- Czy istniejesz Boże, pewnie nie, skoro dopuszczasz do takiej sytuacji, przecież gdybyś był, to z pewnością byłoby inaczej - tak sobie czasami myślimy, chociaż pewnie coraz żadziej. Chcemy dowodu. Indywidualnego świadectwa. A tu nic.
John Eldredge namawia swoich czytelników, żeby poszli dużo dalej. Proponuje, żeby zadać Bogu pytanie wprost : Panie Boże co o mnie myślisz?
Musimy być obdażeni łaską wiary, cokolwiek to znaczy. Musimy powtarzać to pytanie i cierpliwie czekać na odpowiedz. - Co o mnie myślisz Panie Boże?
Nie bedzie łatwo wsłuchać się we właściwa odpowiedz, bo Zły już czeka (albo nasze fałszywe ja) żeby podsuwać nieprawdziwe propozycje, które będą udawały głos Boga.
Trzeba pytać do skutku.Pamiętaj o celu! Uzdrowienie rany.
- Boże co o mnie myślisz?
Autor usłyszał sporo odpowiedzi, które były oskarżeniem i odbierały nadzieję. Odpowiedzi zadawały ciosy trudne do odparcia, bo najczęsciej pojawiały się treści negatywne, które kiedyś były prawdą, ale dzisiaj już nie, jednak ciągle dokuczają.
- Jesteś moim przyjacielem - te słowa, które przebiły się przez jazgot oskażeń, przyniosły ulgę. Eldredge ma świadomość pewnej arogancji, której towarzyszy zażenowanie. Pewnie powiesz przyjacielu, że to wewnętrzna reakcja na negatywne opinie, ten specjalny głos, hm...
Słowa życia, które leczą ranę autora, przynoszą spokój i głęboką wdzięczność.
Słowa Boga leczą rany najbliższych kolegów. Opisane w książce przypadki, nie są jakieś spektakularne, nie mają znamion cudu, nic nadzwyczajnego z pozoru. Czasem brzmią tak, że nie potrafimy w nie uwierzyć. Pamiętajmy ! Głos Ojca nigdy nas nie potępi.
Pytanie, które zadajemy Bogu, nie padnie w dniu naszego ziemskiego tryumfu, nie wtedy gdy jesteśmy na piedstale w światłach fleszy, o nie,nie wtedy. Kiedy czujemy się dobrze, realizujemy cel za celem, jesteśmy świetni, ba możemy nawet komuś pomóc. Powiedzieć jak ma życ.
To dobre. My możemy ratować innych, bo jesteśmy najlepsi, bo osiągneliśmy sukces.
Zgadzam się z autorem, że nie możemy ufać tym wszystkim, którzy nie cierpieli, którzy mają tylko swoją siłę. Ja również nie ufam tym, którzy nie zmagali się ze swoimi zranieniami. Nie potrzebuję frazesów, szukam raczej duchowej głębokiej prawdy, która dostepna jest dla tych, którzy przebyli swoja drogę.
Jeśli robimy to co mamy do zrobienia i zaciskając zęby staramy się przeżyć świat w jego najtwardszym i najgorszym wydaniu, nie dopuszczamy aby zrobiono nam krzywdę, zasłaniamy się stalową zbroją, która chroni zarówno przed utrata życia, jednocześnie nie otwiera się na przemianę. Ta droga nie przyniesie ulgi.
Musimy wkroczyć w ranę. Dotrzemy do miejsca najważniejszego, bo to co w nas najlepsze zostało zranione. Odnajdując prawdziwe ja jesteśmy zdolni wykorzystać nasze talenty, prawdziwe umiejętności, które do tej pory skutecznie zmuszało do katorżniczej pracy nasze fałszywe ja.
Wtedy staniemy się silni naprawdę. Wtedy będziemy gotowi.
Bo walka zaczyna sie dopiero teraz.
Czasami zadajemy pytania wcale nie licząc na odpowiedzi. Bo co w konkretnym momencie, w obliczu jakieś klęski, tragedii, śmierci, w obliczu życiowego przełomu, co zmienia pytanie:
- Czy istniejesz Boże, pewnie nie, skoro dopuszczasz do takiej sytuacji, przecież gdybyś był, to z pewnością byłoby inaczej - tak sobie czasami myślimy, chociaż pewnie coraz żadziej. Chcemy dowodu. Indywidualnego świadectwa. A tu nic.
John Eldredge namawia swoich czytelników, żeby poszli dużo dalej. Proponuje, żeby zadać Bogu pytanie wprost : Panie Boże co o mnie myślisz?
Musimy być obdażeni łaską wiary, cokolwiek to znaczy. Musimy powtarzać to pytanie i cierpliwie czekać na odpowiedz. - Co o mnie myślisz Panie Boże?
Nie bedzie łatwo wsłuchać się we właściwa odpowiedz, bo Zły już czeka (albo nasze fałszywe ja) żeby podsuwać nieprawdziwe propozycje, które będą udawały głos Boga.
Trzeba pytać do skutku.Pamiętaj o celu! Uzdrowienie rany.
- Boże co o mnie myślisz?
Autor usłyszał sporo odpowiedzi, które były oskarżeniem i odbierały nadzieję. Odpowiedzi zadawały ciosy trudne do odparcia, bo najczęsciej pojawiały się treści negatywne, które kiedyś były prawdą, ale dzisiaj już nie, jednak ciągle dokuczają.
- Jesteś moim przyjacielem - te słowa, które przebiły się przez jazgot oskażeń, przyniosły ulgę. Eldredge ma świadomość pewnej arogancji, której towarzyszy zażenowanie. Pewnie powiesz przyjacielu, że to wewnętrzna reakcja na negatywne opinie, ten specjalny głos, hm...
Słowa życia, które leczą ranę autora, przynoszą spokój i głęboką wdzięczność.
Słowa Boga leczą rany najbliższych kolegów. Opisane w książce przypadki, nie są jakieś spektakularne, nie mają znamion cudu, nic nadzwyczajnego z pozoru. Czasem brzmią tak, że nie potrafimy w nie uwierzyć. Pamiętajmy ! Głos Ojca nigdy nas nie potępi.
Pytanie, które zadajemy Bogu, nie padnie w dniu naszego ziemskiego tryumfu, nie wtedy gdy jesteśmy na piedstale w światłach fleszy, o nie,nie wtedy. Kiedy czujemy się dobrze, realizujemy cel za celem, jesteśmy świetni, ba możemy nawet komuś pomóc. Powiedzieć jak ma życ.
To dobre. My możemy ratować innych, bo jesteśmy najlepsi, bo osiągneliśmy sukces.
Zgadzam się z autorem, że nie możemy ufać tym wszystkim, którzy nie cierpieli, którzy mają tylko swoją siłę. Ja również nie ufam tym, którzy nie zmagali się ze swoimi zranieniami. Nie potrzebuję frazesów, szukam raczej duchowej głębokiej prawdy, która dostepna jest dla tych, którzy przebyli swoja drogę.
Jeśli robimy to co mamy do zrobienia i zaciskając zęby staramy się przeżyć świat w jego najtwardszym i najgorszym wydaniu, nie dopuszczamy aby zrobiono nam krzywdę, zasłaniamy się stalową zbroją, która chroni zarówno przed utrata życia, jednocześnie nie otwiera się na przemianę. Ta droga nie przyniesie ulgi.
Musimy wkroczyć w ranę. Dotrzemy do miejsca najważniejszego, bo to co w nas najlepsze zostało zranione. Odnajdując prawdziwe ja jesteśmy zdolni wykorzystać nasze talenty, prawdziwe umiejętności, które do tej pory skutecznie zmuszało do katorżniczej pracy nasze fałszywe ja.
Wtedy staniemy się silni naprawdę. Wtedy będziemy gotowi.
Bo walka zaczyna sie dopiero teraz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)