piątek, 3 grudnia 2010

Opony Goodyear.

Nie chciał żyć w biedzie, ale przed nią nie uciekał.
Rozmawiałem ostatnio z moim najlepszym przyjacielem i usłyszałem tyle złych rzeczy o otaczającej nas rzeczywistości, że był momenty kiedy chyba go nie słuchałem, straszna gorycz i beznadzieja.  Wszystko co mówił było niestety prawdą co jeszcze bardziej zaostrza moje ogólne negatywne wrażenia.Ufffff !

Jako antidotum na te złe emocje chciałbym przytoczyć historię Charlesa Goodyeara, tak, tak tego od opon...
Okazuje się, że nigdy nie odkrył gumy, nie wymyślił opony, a tym bardziej nie był właścicielem, ani pomysłodawcą firmy Goodyear Tire and Rubber Company.
Opracował jednak metodę jak z bezużytecznej lepkiej substancji tworzyć opony, podeszwy do butów czy gumki recepturki. Dokonał tego wtedy, gdy cały amerykański przemysł gumowy w latach 30 XIX w. zbankrutował dochodząc do wniosku, że guma jest bezwartościowa, ponieważ nie jest odporna na ciepło i nie zachowuje swoje kształtu. Po 5 latach mozolnej pracy, sprzedaniu rodzinnego majątku, kilku pobytach w więzieniu za długi, po tysiącu nieudanych eksperymentach w końcu osiągnął cel, otóż dodając do gumy biel ołowianą i siarkę, opracował proces zwany wulkanizacją. Żeby nie było tak po amerykańsku, Goodyear wcale nie skonsumował tego sukcesu, okazało się, że o prawa do tego patentu musiał walczyć w sądzie, a gdy w końcu wygrał to wiedza o jego odkryciu stała się powszechnie dostępna ponieważ patent odkrywcy wygasł. I tak przez całe życie wraz z rodziną, która wiernie towarzyszyła mu do ostatnich chwil, balansował na krawędzi bankructwa w okrutnej biedzie.
Dla porządku warto odnotować, że 38 lat po jego śmierci w 1898 roku Frank i Charles Seiberlingowie założyli z w Ancon, Ohio firmę zajmującą się produkcją wyrobów gumowych. Doceniając wkład i misję Goodyeara, nazwali ją na jego cześć.

Piszę o tym dlatego, że czytając tę historię w książce Ziga Ziglara pt. Żyj lepiej niż dobrze, otrzymałem niewiarygodnie duża dawkę pozytywnych emocji, których próżno szukać w dzisiejszych newsach, ale jak się okazało niewiele pozytywów zdarza się także w przyjacielskich rozmowach.
Tak wciągnąłem się w tę energetyczną lekturę, że przestałem ogladać telewizję.
W sumie nic nowego, już XVI-wieczny uczony, Erazm z Roterdamu powiedział:
"Klin wybija się klinem, jeden nawyk zastępuję się kolejnym nawykiem"

 Charles Goodyear miał misję, wierzył, jak sam mówił, że Bóg wybrał go jako tego, który miał rozwiązać tajemnicę gumy. Miał silne poczucie sensu nigdy poważnie nie rozważał porzucenia swojej drogi. Wariat? Ekscentryk? Może tak, życzę mojemu przyjacielowi i nam wszystkim zresztą też, takiego odbicia od normy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz