To określenie pojawia się dzisiaj coraz rzadziej, ale kiedy już, to ma zabarwienie raczej frywolne, rzekłbym.
Któż to jest tzw. życiowy optymista? Jakaś hybryda marzyciela, ignoranta i lekkoducha.
Wierzę jednak, że jest to człowiek szczęśliwy, czasem tak myślę o sobie, a jeżeli Adaś ( już po katarze i po bilansie dwulatka) będzie kombinował w drugą stronę opowiem mu historię o polowaniu na wilki.
W pewnym amerykańskim piśmie opublikowano ogłoszenie organizacji zajmującej się ochroną przyrody, że oferuje 5 tysięcy dolarów za każdego schwytanego wilka w celu przeniesienia go do nowo powstałego rezerwatu. Dwaj bracia Sam i Jed podjęli wyzwanie, mieszkali bowiem na terenach, gdzie aż roiło się od wilczych watah. Doszli do wniosku, że jest realna szansa, żeby w krótkim czasie bardzo dobrze zarobić. Niesieni entuzjazmem i chęcią zdobycia niemałych, przecież, pieniędzy ruszyli na polowanie. Pierwsze dni zamiast wilków przyniosły im odciski na nogach i rozczarowanie. Kolejna noc przy ognisku zapowiadała się podobnie, gdyby nie dziwne hałasy wydobywające się z pobliskich krzaków. Odgłosy były na tyle głośne, że jednego z braci obudziły ze snu. To co zobaczył, przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Otóż zaledwie kilka metrów od dogasającego ogniska pojawiło się mnóstwo warczących i gotowych do ataku wilków. Sam szturchną tylko Jeda kijem i szepnął podekscytowany: "Jed, obudź się! Jesteśmy bogaci!"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz