wtorek, 25 stycznia 2011

Tylko jedna.

Echo naszego niedzielnego pobytu w Bobolandii usłyszeliśmy dzisiaj w telefonie. Precyzując, to usłyszała Madzia.
Zachwycając się pobytem na krytym placy zabaw, zapomniałem opisać mało istotny, wtedy, szczegół. Otóż dosłownie kilka chwil po wejściu na salę, zaczepiła nas niezwykle miła, młoda osoba, która zaproponowała udział w castingu twarzy. Zależało jej na zrobieniu zdjęcia Adasiowi. Na przygotowanej wczesniej, odpowiednio oświetlonej przestrzeni pan fotorgaf strzelił fotkę, wymieniliśmy się telefonami. Poproszono, żeby zatelefonować w poniedziałek i dowiedzieć się, czy Pierwszy jest fotogeniczny( litości, pomyślałem, a które dziecko nie jest?). W poniedziałek dalismy spokój, bez kontaktu, we wtorek zadzwonili już sami. Mamy umówić się z organizatorem castingu na spotkanie w celu nawiązania współpracy.
Oczywiście różne myśli w związku z opisaną sytuacją przyszły mi do głowy, refleksje zupełnie skrajne.
Euforyczne - to początek medialnej kariery naszego synka.
Ulubione czarnowidztwo - a może to jacyś kidnaperzy?
Jest jednak coś, co chciałbym pozostawić i utrwalić, bez względu na to jak zakończy się ta historia.
Jedna twarz, wierzę, że na więcej nie może sobie pozwolić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz