niedziela, 23 stycznia 2011

Bobolandia

Zimowe styczniowe niedzielne popołudnia wcale nie muszą być nudne.
Zima, ale śniegu brak, więc wyjście na sanki z dzieciakami odpada.
Styczeń,wieje i pada marznący deszcz, zatem ze spaceru nici.
Niedziela, niby wolne, zapowiada się pasjonujący blok telewizji familijnej.
Popołudnie, sjesta po obiedzie okraszona nieustającą kłótnią siostrzyczek.
Nie ma mowy,nie odpoczniemy.
Na szczeście jest Bobolandia!
Całkiem niedaleko od nas, prawie po sąsiedzku. Olbrzymi plac zabaw po dachem. Dmuchane zamki, zjeżdzalnie, labirynty, hulajnogi, balony, jednym słowem - dobra zabawa, ok to dwa słowa.
Adaś pierwszy raz spotkał się z taką ilością atrakcji, ludzi( bo naprawdę było ich dużo) i otrzymał całkiem sporo pozytywnej energii. Choć obiektywnie muszę przyznać, że początkowo cały obiekt nieco przytłacza, zwłaszcza, że mieści się w zaadaptowanych halach fabrycznych, do sufitu z 10 metrów. Co ciekawe Pierwszy nie wydawał się zagubiony, raczej ciekawy i ostrożny, nie okazywał strachu, taki mały odkrywca. Pójdziemy tą drogą :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz