niedziela, 30 stycznia 2011

Incepcja

Porwałem się razem z Madzią na "Incepcję" Nolana na DVD, kapitalne widowisko, świetna muzyka, oryginalny pomysł, obsada i tak dalej - to wszystko przeczytałem wcześniej w recenzjach, plusów tyle, że nie wypada przegapić, o minusach niewiele. Film wymaga od widza zaangażowania, aktywnego oglądania, konstrukcja szkatułkowa, historia w historii, nie toleruje kinowego lenistwa, a jeśli już się zdarzy, to cóż, można sobie przewinąć.

Kiedy już opadły emocje po projekcji, to co mi pozostało to pytanie o nasze miejsce, o nasze tu i teraz, pewnie dlatego, że teraźniejszość jest dla mnie najważniejsza w ogóle. Okazuje się, że tak naprawdę tęsknimy za zwykłym, tzw. normalnym życiem, w którym odgrywamy nasze role bez pretensji, ale z wiarą w drugiego człowieka. Reżyser opowiedział historię ludzi realizujących swoje marzenia, ale raczej nieszczęśliwych, co ciekawe, nawet sukces, w rozmaitych dziedzinach, nie przynosił spokoju, nie cieszył. Wykreowanie, dzięki własnym umiejętnością, najlepszego ze światów i życie w nim z ukochaną osobą, ba, wspólne starzenie się, okazywało się niewystarczające. Ciągle czegoś brakowało.
Już lepiej pozostać dzieckiem. Często wydaje mi się, że tak wiele im potrzeba, tyle powinniśmy dla nich zrobić, porządnie wyedukować, zabezpieczyć finansowo, dbać o zdrowie, chronić przed złem...
Faktycznie wystarczy zaszczepić w ich umyśle odpowiedź na pytanie - Jesteś?
Tak, jestem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz