Dzisiaj święto Trzech Króli, czyli Objawienia Pańskiego. Zupełnie niedawno dowiedziałem się, że ma dłuższą tradycję nawet od Bożego Narodzenia.
To czas, w którym narodzony Jezus objawił się światu, całemu, także temu pogańskiemu, jakkolwiek go zdefiniujemy, całemu.
Obecne badania rzucają nowe światło na tamte niezwykłe wydarzenia.
Okazuje się, że Chrystus narodził się 5 lat przed swoim narodzeniem( za winnego uznaje się mnicha Dionizjusza, który pomylił się w obliczeniach), że trzej królowie to najprawdopodobniej perscy kapłani, astrologowie, zresztą mogłobyć ich czterech, a nawet dwunastu, poza tym Gwiazda Betlejemska to nie kometa, meteoryt, supernowa, czy jak sugerowali rosyjscy naukowcy - wyraźnie widoczna w tym czasie Wenus.
Wtedy na niebie pojwiła się tzw. nowa , dzieje się tak wtedy, gdy na powierzchni starej gwiazdy niewidocznej z Ziemi, dochodzi do eksplozji termojądrowej, wówczas rozbłyska takim światłem, że obserwować ją można na nieboskłonie nawet kilka tygodni. Wtedy w 5 r.przed Chrystusem doszło do takiego zjawiska, które trwało 2,5 m-ca i zostało odnotowane przez chińskich astrologów, do dziś uznawanych za wiarygodnych przez światowej sławy astronomów. Chińczycy wykonali kawał dobrej roboty :)
Pozostało we mnie zakończenie dzisiejszej Ewangelii, że królowie po złożeniu pokłonu i darów Jezusowi, wrócili do swojej ojczyzny inną drogą.
Dotąd myślałem, że po to, żeby nie udzielać informacji Herodowi.
Pewnie też.
Jednak wydaje się, że po spotkaniu z Chrystusem, każdy już idzie inną drogą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz