Szesnaście lat temu na świat przyszła Twoja siostra.
Gdyby to był chłopak miałby na imię Mikołaj, tak sobie to uknuliśmy.
Jest jednak najlepiej jak może być, mamy swoje plany i gotowe scenariusze na życie, a Pan Bóg i tak ustawia to po swojemu.
Tak się zastanawiam, po czasie, nad wychowaniem dziecka, co to w ogóle jest?
Zapewnienie mu najlepszych warunków finansowych, tzw. komfortu psychicznego, roztropne sterowanie z tylnego fotela, a może ochrona przed całym złem tego świata?
Chciałoby się powiedzieć - dla dzieci wszystko co najlepsze. Z tym zastrzeżeniem, że to przecież rodzice zawsze wiedzą lepiej co dla ich pociech akurat w danym momencie jest właściwe.
No oczywiście - rodzina jest najlepsza, ale zapytajcie licealistkę, czy rodzina to jest to co może ją najlepszego spotkać.
Na tę chwilę myślę, że niedoceniana jest możliwość obserwacji, po prostu dać możliwość dziecku, żeby obserwowało swoich rodziców.
Ale wymyśliłem, co? Niebezpieczna ścieżka, bardzo ryzykowne posunięcie ze strony opiekunów, łatwo wpakować się w poważne kłopoty.
I ciągle ufać, ale nie, nie dziecku przecież, kto zaufa nastolatce, litości !!!
Zaufać, że najlepsze co rodzice mogą dać dziecku do możliwość oglądania ich miłości, która polega na traceniu siebie, codziennym umieraniu w najdrobniejszych sprawach.
Bez większego ryzyka stwierdzam, że ważniejsze jest powszednie odejmowanie i dzielenie, od okazjonalnego dodawania i mnożenia.
I nie chcę tego rozwijać.
W ostatnich dwóch dniach doświadczyłem trzech historii, w których ludzki pomysł na szczęście spalił na panewce.
Miała być salwa armatnia, a poszedł tylko dym.
Pierwsza to - Into the Wild. Film o chłopaku, który chciał zrealizować swoje marzenie. O bohaterze, który miał w sobie olbrzymią pustkę, którą chciał wypełnić realizacją celu.
Cel zrealizował, pustki nie wypełnił, wydaje się, że zrozumiał jednak, że nie o niego tu chodzi, nie chodzi o jego szczęście, tylko o możliwość podzielenia się tym szczęściem z drugim człowiekiem.
Pozostałe dwie historie, o których wkrótce zapomnę, mogą mieć podobny finał.
Piszę o tym Adamie, bo siedzi to we mnie i zmagam się z tym, że życie bez Jezusa Chrystusa, będzie prędzej czy później porażką.
Wierzę jednak, że my możemy tylko z Nim, jeśli będzie na pierwszym miejscu, wtedy wszystko pozostałe będzie na swoim miejscu.
Takie życzenia powinienem złożyć swojej córce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz