Przeglądam się czasem w tym co wcześniej napiszę nieco narcystycznie, przyznaję.
Zdarza się, że chciałbym skomentować własny post, ale nie dlatego, że nikt nie komentuje, ale dlatego, że po kilku dniach jak się "uleży" wygląda jak odarty z emocjonalnej otoczki, kontekstu, stanu w danej chwili.
To zupełnie normalna sprawa, co wybrzmiało wczoraj, dzisiaj może być ledwie odbieranym echem.
Wspominając o fundamentalnych sprawach kilka wpisów temu, napisałem o poszukiwaniu Chrystusa w codzienności, zdaję sobie sprawę, że to jest niesłychanie osobista sprawa i jako taka, wypływając na światło dzienne może budzić Twoje obawy, albo po prostu niezrozumienie.
Uświadamiam sobie jednak, że pisząc o swoich poszukiwaniach, pozostawiam jakieś ślady w przestrzeni, którą niby znam, w której funkcjonuję, ale czuję, że pozostaje w niej drugie dno. Nie mam pewności, ale przekonanie z nią graniczące, że tak właśnie jest.
Spoglądam na oczywistości i czasem uda się uchwycić inną perspektywę, zdarza się, że różaniec uchyla niektóre drzwi...
Muszę napisać o ostatnim odkryciu, o pustce.
Strasznie ciekawy temat, ale bez definicji i teorii tym razem, tylko konkret. Otóż dotarło do mnie, że wewnętrzna pustka, którą odczuwam jest dobra. Do niedawna przyglądając się jej miałem negatywne skojarzenia, do niedawna. Dzisiaj traktuję ją jako zaproszenie do poszukiwania, do wiary. Rozważając pierwszą tajemnicę chwalebną - Zmartwychwstanie, znalazłem się przed pustym grobem Pana Jezusa.
I co teraz?
Uwierzyć, że Zmartwychwstał i żyje? Tak powiem, oczywiście chcę w to wierzyć, powinienem w to uwierzyć. Tyle razy słyszałem tę opowieść w Kościele.
Ale jakie są fakty, ano takie, że czuję pustkę. Pusty grób jest faktem.
Św. Jan, uczeń i ewangelista, kiedy wszedł do pustego grobu, zobaczył, że nie ma tam nikogo i wtedy właśnie uwierzył, że Pan Zmartwychwstał.
Jakże daleko mi do takiej wiary, w obliczu tego zdarzenia, mogę powiedzieć, że jestem po prostu niewierzący.
OK. mógłbym tak powiedzieć, ale jednak nie daje mi spokoju ta pustka, domaga się wypełnienia.
Pewnie, że jutro na dłuższą chwilę o tym zapomnę, bo pochłonie mnie "życie" ze swoją symfonią emocji, smaków i barw i to też będzie dobre, a może właśnie w trakcie jutrzejszego dnia dostanę kolejną wskazówkę i zerknę i będę krok dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz