Strasznie mnie wzięło na Johna Eldredge'a.
W poprzednim poście ot tak, troche od niechcenia, zaznaczyłem fakt przeczytania książki pt. Dzikie serce.Tęsknoty męskiej duszy.
Po pierwszym przeczytaniu tzw. jednym tchem, zapewniłem siebie, że drugi raz przeczytam już ze zrozumieniem i tak, żeby coś zostało.
Dzisiaj o ranie w sercu i o męskości, skąd się bierze?
Rana zadana synowi jest zawsze przez ojca. To niewidoczne skaleczenie, o którym często zapominamy, determinuje nasze życie w przyszłości. Dodam, że rana jest zawsze w samym środku naszego serca, w samym jego centrum.
Co ciekawe, każdy facet ma taką ranę. Ja też.
Jak rana zostaje zadana?
Czasem zwykłym słowem, a czasem brakiem słów.
Jeśli nie masz w okresie szeroko rozumianego dojrzewania dobrego kontaktu ze swoim ojcem, albo, twój ojciec jest pracocholikiem, alkoholikiem lub wycofanym i zamkniętym w sobie biernym domownikiem to słowo może być tym raniącym narzędziem.
Przykład: ojciec ma ambicję, żeby syn został sportowcem,a on właśnie świetnie sprawdza sie w grze na pianinie, przy jednej ze sprzeczek usłyszy, że jest cienkim facetem klepiącym po klawiszach, zamiast być dominatorem, staje się zwykłą ciotą( przykład z ksiązki).
Kiedy brak rozmowy, a w głowie młodego chłopaka pojawiają się pytania - Czy jestem mężczyzną tato? bierność ojca narzuca odpowiedzi - Nie wiem, sam musisz się przekonać, ale chyba jeszcze nie, no ...
Jakie są skutki zranienia?
Przede wszystkim budowanie fałszywego ja, to znaczy, tworzenie z siebie osoby jaką się nie jest. Jeżeli nie mamy zdrowego wzorca, w tym przypadku ojca, z którym łączą nas silne więzy, produkujemy jakąś kukłę. Wpadamy w towarzystwo, gdzie imponują nam koledzy, stajemy się agresywni, idziemy tzw.własną drogą, bo jaka mamy iść, nie znamy innej.
Stajemy się perfekcjonistami, wymagającymi od siebie efektów, gotowi jesteśmy przeć do przodu po trupach w poczucie absolutnej niezależności i samowystarczalności. Jako małżonkowie zawsze mamy rację, ranimy tym samym kochaną, jak nam się wydaje osobę, ranimy dzieci i sytuacja - jak wirus, jak rak - rozwija się na żywej tkance następnego pokolenia.
Albo chcąc sprzeciwić się zachowaniu swojego ojca programujemy swoje życie, w którym jesteśmy mili i uczynni, troskliwi, mówiący przyciszonym głosem, ale że jest to tylko pozerstwo, zaczynamy nienawidzić siebie, za to że staliśmy sie popychadłem, brak nam asertywności.
To jak powinien zachować się ojciec, żeby nie zranić syna, jak wzbudzić i utwierdzić go w poczuciu męskości, w taki sposób, aby z chłopca powstał mężczyzna.
O męskiej inicjacji nastepnym razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz